Eikoku Koi Monogatari Emma

On jest najstarszym spadkobiercą przedsiębiorstwa szlacheckiej rodziny Jounesów, a ona pokojówką bez nazwiska w domu jego byłej guwernantki, gdzie ma miejsce ich pierwsze spotkanie. Spotkanie, po którym jemu zostaje bolesne wspomnienie drzwi miażdżacych jego nos, jej zaś rękawiczki – jako pretekst do ponownej wizyty, do której nieuchronnie musi dojść, gdyż Williamowi bardziej niż drzwi wryła się w pamięć i serca Emma.
Tak zaczyna się „Wiktoriański Romans Emmy”, niezwykle wyważone i subtelne anime, które przedstawiając historię miłości głównych bohaterów: Williama i Emmy, zaprasza widza na wizytę w wiktoriańskiej Anglii.

„Eikoku Koi Monogatari Emma” jest adaptacją mangi Kaoru Mori, skądinąd bardzo utalentowanej mangaki, której prace od niedawna goszczą na naszym rynku. Właśnie tak, ta „Emma” wydawana przez Studio JG została zanimowana i to nie byle jak, ale o tym później. Na samym początku zaznaczam, że nie zapoznałam się jeszcze z mangą, a po anime sięgnęłam właśnie po to, by znaleźć odpowiedź na nieśmiertelne pytanie: „czy warto?”. Coś niecoś jednak wiem o oryginale, chociażby to, że manga liczy sobie aż 10 tomów. 3 ostatnie tomy to tzw. „Further Tales” opowiadające historie z przeszłości bohaterów. Seria animowana ma zaś 13 odcinków na każdy sezon, których są dwa. O ile się orientuję, to moment, w którym kończy się pierwsza seria anime przypada mniej więcej na trzeci tom.

Fabuła anime przynajmniej na początku opiera się głównie na spotkaniach Williama i Emmy. Uczucie rodzi się między nimi powoli i subtelnie, a o jego istnieniu świadczą drobne gesty i spojrzenia. W „Emmie” widz nie uświadczy wielu przesadnie łzawych czy sztucznie dramatycznych scen, aczkolwiek znajdzie się miejsce na nostalgię i trochę dramatu. O ile pierwsza seria anime jest doskonale wyważona i akcja toczy się tu spokojnie (co nie znaczy wcale, że historia nie wciąga), o tyle „Molders Hen” znacznie przyspiesza, dosłownie przykuwając widza do ekranu. Ważne wydarzenia następują jedno po drugim i trudno jest powstrzymać się przed włączeniem kolejnego odcinka. Wciąż jednak anime unika chaosu czy gnania na łeb, na szyję. Jedynym, do czego można się przyczepić jest zakończenie, które choć nie pozostawia po sobie ani rozczarowania, ani niedosytu, to jednak powołuje do życia cichy głosik, na który naprawdę można nie zwracać uwagi, pytający: „Czy coś takiego naprawdę byłoby możliwe?”.

Jedną z największych, zaraz po świecie przedstawionym, zalet „Emmy” są jej bohaterowie, a więc tytułowa bohaterka, której charakterystyka doskonale oddaje klimat anime: spokojna, zrównoważona, cicha. Emma bierze życie takim, jakie jest i godzi się z nim, choć akurat komu jak komu, ale jej łatwo ani nie było, ani nie jest (mimo że obserwujemy naprawdę znaczną poprawę). Swoją pracę wykonuje sumiennie i nIgdy się nie skarży, nie oczekuje wcale poprawy swego losu i wydawałoby się, że obecny stan w pełni jej odpowiada. Emma nie marzy o księciu, który podniesie jej pozycję społeczną, a jednak takowego spotyka. Dziewczyna jest bardzo przywiązana do swojej pracodawczyni, skądinąd bardzo miłej kobiety, która nie traktuje swojego statusu jako coś, co pozwala jej wywyższać się ponad stan.

William z kolei to najstarszy spadkobierca szlacheckiej rodziny. Ojciec
wiele od niego oczekuje i, co jest całkowicie naturalne, ma nadzieję, że syn dobrze się ożeni, najlepiej z arystokratką, co podniesie pozycję rodziny Jounesów. Chłopak jednak wcale nie ma na to ochoty i wewnętrznie buntuje się przeciwko zakłamaniu i pysze, panującym w wyższych sferach, brak mu jednak odwagi, by otwarcie się im sprzeciwić. Po tym jak pierwszy raz ujrzał Emmę, zaczyna częściej odwiedzać byłą guwernantkę i szukać sposobu na jak najczęstsze spotykanie się z jej pokojówką. Uczucie, które w nim kiełkuje powoli pomaga mu dojrzeć i nabrać odwagi. To właśnie William jest postacią, która ewoluuje w największym stopniu w trakcie anime.

Romans, w którym nic, a przede wszystkim nikt nie stałby na drodze zakochanym nie byłby tak interesujący, więc także i w „Emmie” mamy do czynienia zarówno z wielbicielem Emmy, jak i z wielbicielką Williama. Tym pierwszym jest indyjski książę Hakim, przyjaciel najstarszego syna głowy Jounesów, który podczas wizyty w Londynie spotyka Emmę i z miejsca się w niej zakochuje. Szczerze powiedziawszy, ten wątek wydaje mi się najbardziej naciąganym w anime, gdyż o ile uczucie Williama do Emmy można jakoś wytłumaczyć, chociażby faktem, iż w sferze Jounesa takich spokojnych i skromnych kobiet brakowało, o tyle nagła strzała Amora, która ugodziła Hakima uczyniła to chyba nieco zbyt szybo i bezpodstawnie. Poza tym jednak bezpośredni książę potrafi szybko zdobyć sympatię widza i, co tu kryć, jest moim ulubionym bohaterem. Jeszcze jedną rzeczą, do której można się przyczepić w jego przypadku, jest kompletny brak zrozumienia dla istnienia przepaści pomiędzy Williamem a Emmą, powstałej z powodu ich przynależności do różnych sfer. Kto jak kto, ale akurat Hindus powinien to zrozumieć, skoro w Indiach taki system był chyba jeszcze bardziej rygorystyczny.

Za sercową przeciwniczkę Emmy robi zaś córka arystokratycznego rodu Campbellów, Eleanora. Ta jasnowłosa piękność szybko traci głowę dla Williama, a że jego ojciec chętnie powitałby ją w swoim domu jako synową, dziewczyna ma nadzieję, że jej uczucia mają szansę zostać odwzajemnione. Nie chce jednak narzucać się Williamowi i postanawia na niego „poczekać”. Generalnie jest bardzo ciekawą i sympatyczną postacią – jedyną rzeczą, która może przeszkodzić widzowi w polubieniu jej jest fakt, że Eleanora rywalizuje z Emmą.

Także rodzina Williama stanowi bardzo interesującą grupkę; stojący na czele rodziny ojciec, który początkowo wydaje się być skupionym jedynie na podniesieniu statusu rodziny konserwatystą, z czasem jednak staje się postacią niejednoznaczną oraz rodzeństwo: Grace, Arthur, Vivian i najmłodszy Colin. Każde z nich zostało potraktowane indywidualnie i posiada swój własny charakter, problemy i przekonania, którymi kieruje się w życiu, co czyni rodzeństwo
Williama bardzo ciekawymi postaciami, mającymi często spory wpływ na brata.
Poza tymi bohaterami w anime występuje istna mnogość ciekawych postaci drugoplanowych, z których każda ma okazję zainteresować widza swoim charakterem i jest tak zarówno w pierwszej, jak i w drugiej serii.

Kolejnym plusem „Eikoku Koi Monogatari Emma” jest ukazany z najdrobniejszymi szczegółami świat przedstawiony, czyli Anglia XIX wieku. Jako że anime bazuje na mandze, pochwały głównie należą się Kaoru Mori, której wiedza o Wielkiej Brytanii tamtej epoki czyni seans ciekawszym i historię bardziej wiarygodną. Tym samym także i widzowie mają okazję dowiedzieć się więcej o wiktoriańskiej Anglii i o obyczajach, przyzwyczajeniach i codziennych rytułałach jej mieszkańców.
Epoka wiktoriańska to czas świetności kraju znajdującego się pod panowaniem królowej Wiktorii Hanowerskiej. Rewolucja przemysłowa, kolonializm i przede wszystkim pogłębiające się różnice społeczne to znaki rozpoznawcze tamtej epoki. Szlachta, będąca w hierarchii niżej niż arystokracja starała się wżenić w stare rody, tym trudniej więc jest naszym bohaterom zmusić otoczenie do zaakceptowania ich uczucia, ale przecież miłość przezwycięży każde trudności…

Zarówno wersja mangowa jak i animowana to po prostu uczta dla oka. Wystarczy jedynie spojrzeć na dzieło Kaoru Mori „od środka”, gdyż sama okładka nie jest w stanie oddać niesamowitej ekspresji i dynamiki cechującej mangi tej autorki, by przekonać się o jej wielkim talencie. Z anime jest bardzo podobnie, ponieważ i tu grafika stoi na wysokim poziomie, co, nawiasem mówiąc, nie powinno dziwić w przypadku ekranizacji dzieła tak zdolnej mangaki. Tła są bardzo szczegółowe i przede wszystkim żywe, a nie statyczne. Postaci w tle nie stoją sztywno jakna obrazach, dodatkowo nie są pozbawionymi cech szczególnych klonami. Wygląd postaci jest estetyczny i miły dla oka.

Także muzyka stoi na wysokim poziomie. Otwierający odcinki utwór, „Silhouette of Breeze” w pierwszej serii i jego celtycka wersja w drugiej bardzo ładnie wkomponowują się w klimat anime i szybko wpadają w ucho, a towarzysząca im animacja w udany sposób pokazuje różnice pomiędzy biednymi a bogatymi. Muzyka w tle kojarzy się z epoką, wiernie towarzyszy akcji i stanowi jej uzupełnienie. Są to utwory często nostalgiczne, których z powodzeniem można słuchać nawet po zakończeniu seansu. Endingi z kolei są spokojne i nastrojowe.

Komu można polecić „Emmę”? Z pewnością miłośnikom wiktoriańskich romansów, co jednak nie znaczy, że ci, którzy tego zestawienia nie znoszą nie mogą sięgnąć po to anime. „Eikoku Koi Monogatari Emma” jest na tyle wyjątkowe, że ma okazję spodobać się i im. Także ci, którzy lubią nietypowe i dojrzałe historie miłosne mogą sięgnąć po „Emmę”. Podobnie jest z tymi, którym przejadły się już szkolne romanse i chcieliby obejrzeć coś innego. Ja seans „Eikoku Koi Monogatari Emma” wspominam bardzo mile.

image

Advertisements

4 thoughts on “Eikoku Koi Monogatari Emma

  1. Od jakiegoś czasu myślę o zapoznaniu się z „Emmą”. Po twojej recenzji czuję się zachęcona… ale bardziej do zakupu mangi 😛 Co prawda muszę się jeszcze z tym przespać, ale jestem teraz bardziej na „tak” niż na „nie” 🙂

    • W sumie, to manga faktycznie stanowi chyba lepszy wybór, ponieważ od strony graficznej prezentuje się wręcz zniewalająco. Ale jeśli nie jesteś do końca przekonana, polecam oglądnąć anime, by „rozeznać się w terenie” 😉

  2. Mam w domu trzy tomy Emmy od JG, ale na razie przeczytałam tylko pierwszy.
    Jest przyjemne, ładne, bardzo comfy, odrobinka dramy, jeszcze mniejsza odrobina humoru, sympatyczne postacie… Niestety, Kaoru Mori poznałam poprzez Otoyomegatari, jej nowszą i ładniejszą serię, więc Emma wydaje mi się trochę wybrakowana. Ma tę ogromną zaletę, że jest już zakończona, więc nie będzie się ciągnąć i pochwały nie zmieniły się po zakończeniu, ale nadal nie jest aż tak dobra jak wesołe przygody Smitha na Bliskim Wschodzie.

    • Pewnie masz rację. Moją pierwszą historią (bo jeszcze nie mangą) od Kaoru Mori była „Emma”, a „Otoyomegatari” jeszcze nie czytałam, więc nie mogę się wypowiadać na tym polu. Ale za mangową wersję „Emmy” się na pewno zabiorę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s