Waneko zapowiada…

…Karnawał Nowości! Co jednak kryje się pod tą obiecującą nazwą? Otóż przez kolejno pięć dni od poniedziałku począwszy, a skończywszy na piątku wydawnictwo będzie ogłaszać tytuły swoich nowości, po jednym na każdy dzień. Waneko zapowiada, że zapowiedzi ucieszą i fanów shoujo i fanów shounenów. Ostatnia zaś nowość, ogłoszona na panelu wydawnictwa podczas konwentu Niucon we Wrocławiu, ma być jednym z największych hitów tego roku.  Także, czekamy do poniedziałku, a ja muszę wyznać, że naprawdę zżera mnie ciekawość, zwłaszcza interesuje mnie ta ostatnia zapowiedź, nie wyobrażam sobie bowiem, by istniało wiele mang, których publikacja bardziej ucieszyłaby fanów niż „Atak Tytanów” JPF-u. Ale pożyjemy i zobaczymy, nie samo Shingeki no Kyojin” jest popularne w Polsce 🙂 Macie jakieś oczekiwania w związku z Karnawałem Nowości Waneko?

ragazza_legge_libro_manga

Aya Hirano

O Ayi Hirano, seiyuu urodzonej 8 października 1987 roku w Nagoyi było swego czasu bardzo głośno. Zaczęła obiecująco, potem na jej koncie wylądował skandal, następnie starała się o nowy początek kariery. Faktem jednak pozostaje to, że było o niej głośno, a o postaciach, którym podkładała głos słyszało wielu fanów.

Właściwy początek kariery Hirano przypada na rok 2006, kiedy obsadzona została w roli Haruchi Suzumiyi, głównej bohaterki „Suzumiya Haruchi no Yuutsu”. Pierwszą jej rolą była co prawda Saru no Momo w „Angel Tales”, jednak dopiero 5 lat temu aktorka ostatecznie ugruntowała swoją pozycję w świecie seiyuu. Wybór młodej Ayi okazał się strzałem w dziesiątkę, a sama Haruchi zapisała się wyraźnie w pamięci fanów. Anime stało się popularne, Suzumiya stała się popularna, to i Hirano zdobyła popularność. Następnie obsadzona została w Nanie jako Reira i Misa w Death Note; stawała się coraz bardziej sławna.

Za rolę Haruchi została nominowana w pierwszym Seiyuu Awards jako najlepsza nowicjuszka i najlepsza główna bohaterka. Poza tym, zdobyła także nominację do najlepszej bohaterki drugoplanowej i podwójną za najlepszy singiel – „Bouken Desho Desho?”, która była jednocześnie openingiem „Suzumiya Haruchi no Yuutsu” oraz za ending do tego samego anime, „Hare Hare Yukai”. Dwa lata później wygrała nagrodę za najlepszą główną bohaterkę w drugim Seiyuu Awards.

Następne lata stanowiły rozkwit jej kariery aż do 10 listopada 2010 roku. Wtedy to aktorka na twitterze napisała, że od gimnazjum miała guza przysadki mózgowej. Rok później w kwietniu ogłoszono, że Hirano nie podejmie nowych ról, ograniczy się jedynie do kontynuacji już otrzymanych. W maju zaś ogłosiła, że porzuca wykonywanie muzyki dla Lantis i zawiesza swoją karierę muzyczną do odwołania. Dwa miesiące później wyszedł na jaw skandal, za który została usunięta, a mianowicie spanie z kilkoma członkami zespołu. Podsumowując, spektakularny początek i równie spektakularny upadek.

Nie oznacza to jednak, że świat zapomniał o Ayi Hirano. Nie, sama zainteresowana nie pozwoliła mu na to. Aktorka przypomniała mu o sobie już w 27 sierpnia pamiętnego roku 2011, pisząc na twitterze o wznowieniu swojej kariery aktorskiej. Wcześniej porzuciła swoją starą agencję Space Craft Entertainment i przeniosła się do Grick. Jej powrót do świata muzycznego datujemy zaś na 2012 rok, kiedy to podpisała kontrakt z wytwórnią Universal Sigma. 23 maja wydała pierwszy po przerwie album „Fragments”.

Aya Hirano z pewnością jest postacią, która na długo zapisze się w pamięci fanów. Nie mam tu na myśli jedynie dosyć burzliwego przebiegu jej kariery; po prostu, to świetna aktorka. Cieszmy się więc z jej powrotu i módlmy się o to, by tym razem została z nami dłużej.

Role, z których znana jest Aya Hirano to, poza Haruchi, m.in. Lucy Heartfillia („Fairy Tail”), Misa Amane („Death Note”), Reira Serizawa („Nana”), Konata Izumi („Lucky Star”), Shizu Shidou („Maria Holic”), Menchi („Hunter x Hunter”), Alisa („Girls und Panzern”) oraz Nobume Imai („Gintama'”).

40-5

Źródła: Wikipedia, informacje własne

Kinosaki Onsen/ Yukata Village

Tym razem robimy sobie przerwę od Tokio i zajmiemy się tak zwaną Yukata Village czyli Kinosaki Onsen 🙂 Kinosaki ulokowane jest w północnej części prefektury Hyougo, leży nad oceanem, ale teren jest tam górzysty. Jest to bardzo stary, bo aż 1300 letni region. Kinosaki to miasto, w którym znajduje się wiele łaźni i gorących źródeł, ale w przeciwieństwie do innych onsenów, gdzie yukaty nosi się jedynie w środku, w Kinosaki Onsen naturalnym jest chodzenie w ich po mieście – to właśnie dlatego jest ono nazywane Yukata Village. Dzieje się tak ponieważ całe Kinosaki postrzegane jest jako jeden wielki ryokan, czyli tradycyjny japoński hotel.

Yukaty oferowane przez zajazdy są bardzo różne – od prostych i oryginalnych, aż po kolorowe i modne. W Kinosaki znajduje się siedem sotoyu, oferujących kąpiele na świeżym powietrzu. Są to: Kouno-yu, Mandara-yu, Goshono-yu, Ichino-yu, Yanagi-yu, Jizou-yu i Satono-yu. Jedynym, czego potrzebuje odwiedzający łaźnię jest ręcznik, lecz zwłaszcza w czasie wakacji koniecznym jest, by sprawdzić, czy dana łaźnia nie ma ich przypadkiem już zaplanowanych. Za to każdego dnia pierwsza osoba, która odwiedzi łaźnię zostaje obdarowana ichiban-fuda (dosłownie karta numeru jeden, trunek, symbolizujący szczęście w azjatyckiej kulturze) lub kartę pierwszego odwiedzającego.

W lipcu w Kinosaki można zobaczyć wiele świetlików. Odbywające się od 29 lipca do 31 sierpnia targi Ennichi (ennichi znaczy dobry dzień) są dobrą okazją do oglądania fajerwerków, które rozświetlają niebo w każde soboty i niedziele w lecie. Natomiast 21 sierpnia ma miejsce Toro-nagashi czyli ceremonia spuszczania papierowych latarni w dół rzeki.

Kinosaki Onsen jest także sławne z powodu swojej kuchni. Lokalnym przysmakiem jest wołowina Tajima, renomowana na całym świecie. Zimą, od Listopada do Marca można jeść kraby matsuba (lokalna nazwa zimowych krabów) z Morza Japońskiego. Ich mięso jest słodkie i aromatyczne. Także lokalna sake jest uważana za bardzo dobrą.

Co zaś turyści mogą robić w Yukata Village? Ano przede wszystkim, brać kąpiele w przeróżnych onsenach (by w pełni korzystać z satoyu, należy nabyć cyfrowy bilet „Yumepa”) , przebierać się w różnokolorowe yukaty i próbować miejscowych specjałów, a także spacerować po pięknym miasteczku, w którym nawet nocą można przechadzać się ulicami w yukacie. Poza tym możemy kupować pamiątki takie jak mugiwara-zaiku czyli słomiane rękodzieła. Na koniec pozostawiamy zwiedzanie bazaltowej Jaskini Genbudo, parku Hyogo Orientalnego Białego Bociana, akwarium w Kinosaki oraz cichego miasta zamku, Izushi.

Podsumowując, nie wiem jak Wy, ale ja bardzo chętnie spędziłabym chociaż kilka dni w Yukata Village, nie ważne, czy byłyby to dni zimowe czy letnie. Okropnie podobają mi się zarówno yukatu jak i onseny, chociaż żadnej nie nosiłam i w żadnym nie byłam, ale przecież kiedyś musi być ten pierwszy raz, a Kinosaki wydaje mi się miejscem o idealnej atmosferze na pierwszą wizytę w satoyu 😀

Źródła: Att. Japan

3528_11

http://regex.info/blog/2009-01-27/1126

74734 Ichino-yu

menu06 Toro-nagashi

izushi12 Izushi

Rurouni Kenshin: Kyoto Taika Hen – garść informacji

Od pół godziny jestem bardziej niż zwykle podekscytowana zbliżającą się premierą sequela „Rurouni Kenshin: Meiji Kenkaku Romantan” zapowiadanego na 1 sierpnia (to już naprawdę blisko 😀 ). Powód – pojawił się nowy, prawie sześciominutowy trailer dwóch kolejnych części, wspomnianego już „Kyoto Taika Hen” i jego kontynuacji „Densetsu no Saigo Hen” (premiera 13 września). Jak dotąd pojawiły się tylko dwa, nawet nie dwuminutowe zwiastuny, a ten najnowszy jest niemal trzy razy dłuższy i opierając się na nim, mogę stwierdzić, że moje oczekiwania wobec filmów sięgnęły niebotycznych rozmiarów.  Wszystkim nieznającym Kenshina śpieszę z wyjaśnieniami; „Rurouni Kenshin” to manga Nobuhiro Watsuki wydana w 1994 roku (także w Polsce za pośrednictwem Egmontu, jednak ukazało się tylko 12 tomów) oraz powstałe na jej podstawie anime. W 2012 roku nakręcono film live action zatytułowany „Rurouni Kenshin: Meiji Kenkaku Romantan”.  „Rurouni Kenshin” opowiada historię samotnego ronina, który przybywa do Tokio w 11 roku Meiji i ratuje z opresji dojo Kasshin-ryu prowadzone przez Kaoru Kamiyę. Ów ronin o wdzięcznym imieniu Kenshin (pisanym przez znaki miecz/ostrze, serce) okazuje się być (nie)sławnym zabójcą z czasów Rewolucji, Rzeźnikiem Battousaiem. Teraz zaś pokutuje za dawne grzechy, podróżując po kraju i pomagając ludziom w potrzebie za pomocą miecza z odwróconym ostrzem, Sakabatou. Gdy rzecz wychodzi na jaw, wydawałoby się, że dziewczyna powinna się przerazić, Kaoru jednak wprost mówi roninowi, że jego przeszłość nie ma dla niej żadnego znaczenia i proponuje mu zamieszkanie w jej dojo, zaś Kenshin w końcu się zgadza. Jak można przewidzieć ich spokój nie będzie trwał długo, a imię Battousaia nieraz zmusi samuraja do ponownego użycia miecza.

Tak w skrócie przedstawia się zaczątek fabuły mangi, anime i pierwszego filmu. Dwa następne opowiadają zaś o incydencie z pożarem w Kioto. Kenshin zostaje poproszony o powstrzymanie dawnego zabójcy Makoto Shishio, który niespodziewanie wyłonił się z mroków przeszłości i zamierza doprowadzić do upadku nowego rządu.

Teraz, kiedy wyjaśnienia mamy już za sobą, spójrzmy na nowe filmy od strony czysto informacyjnej. Od czasów „Meiji Kenkaku Romantan” obsada się właściwie nie zmieniła: Takeru Sato jako Kenshin, Emi Takei jako Kaoru, Munetaka Aoki jako Sanosuke Sagara, Yu Aoi jako Takani Megumi, Kaito Ohyagi jako Yahiko Myojin oraz Yosuke Eguchi jako Hajime Saito. Widzom prezentują się zaś po raz pierwszy w swoich nowych rolach: Tatsuya Fujiwara jako Makoto Shishio, Ryunosuke Kamiki jako Sojiro Seta oraz Yusuke Iseya jako Aoshi Shinomori. Poza tym znów w trakcie (lub na koniec) filmu usłyszymy ONE OK ROCK w piosence Mighty Long Fall. Reżyserem jest nadal Keishi Ohtomo.

Wszystkich, którzy nie znają przygód Kenshina zapraszam do oglądania pierwszej części live action i czekania na dwie następne 🙂 Ewentualnie bierzcie mangi w łapki (jeśli je gdzieś dostaniecie) lub siadajcie przed ekran komputera i  zapoznajcie się z anime. Gwarantuję wam, że czegokolwiek nie zrobicie i tak sięgniecie po inne wersje przygód naszego ronina 😉 Więcej informacji o „Kyoto Taik Hen” na oficjalnej (japońskiej stronie): http://wwws.warnerbros.co.jp/rurouni-kenshin/index.html

A oto plakaty i trailery:

7589102.37613979.3Rurouni-Kenshin-poster

Copic Ciao

Markery Copic to używane na całym świecie przez profesjonalistów bla bla bla…  To dosyć nudny wstęp. Cóż, jestem świeżo po zakupie linii Copic Ciao i to właśnie o niej chciałabym napisać. Wracając jednak do informacji ogólnych, markery Copic są, co było dla mnie najważniejsze przy zakupie, używane często do rysowania mangi, a linia Ciao na tyle proste w użyciu, że nie trzeba mieć specjalnych umiejętności, by z niej korzystać. Potrzebowałam czasu, by zastanowić się nad kupnem Copików, gdyż można o nich powiedzieć wszystko, tylko nie to, że są tanie. Jednak gdy zobaczyłam efekt, jaki daje kolorowanie nimi, postanowiłam, że muszę je mieć. W mojej decyzji utwierdzało mnie także to, że markery Copic można napełniać tuszem niezliczoną ilość razy, dzięki czemu w ogólnym rozrachunku nie straciłabym na wysokiej cenie. Ostatecznie przekonało mnie jedno wyrażenie: Made in Japan. Zamówiłam ze strony sklepu i czekałam zadziwiająco krótko, bo przyszły już trzeciego dnia po dokonaniu przelewu. Moje pierwsze wrażenie było odrobinę rozczarowujące – kolory wydały mi się trochę zwyczajne. Jednak wystarczyło kilka minut, bym diametralnie zmieniła zdanie. Wstyd pisać, ale zawiniło moje niedoświadczenie i zbyt wybujałe oczekiwania. Moja obecna opinia: markery są idealne dla moich nieidealnych umiejętności 😀 Dają efekt odrobinę podobny do farb akwarelowych (którymi nie maluję od trzeciej klasy podstawówki) i faktycznie nie potrzeba dużego doświadczenia, by ich używać z zadowalającym efektem. Dostępne są w 180 kolorach, ja obecnie jestem w posiadaniu 12 i blendera, ale jestem w stanie rysować prace o dosyć zróżnicowanej kolorystyce. W przyszłości planuję poszerzenie asortymentu o nowe markery (przede wszystkim o szary, o którym zapomniałam). Jedynym, niezbyt poważnym zresztą mankamentem jest fakt, że na zwyczajnym papierze odrobinę się rozlewają, ale z tym można sobie poradzić. Poza tym, jestem zachwycona zakupem i mam nadzieję, że z czasem dojdę do wprawy w rysowaniu Copikami 🙂

image

Mój pierwszy rysunek:

image

Rie Kugimiya

Urodzona 30 maja 1979 roku w Kumamoto Rie Kugimiya jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych seiyuu, znaną też jako Królowa Tsundere. To właśnie ona podkładała głos pod rzesze tsundere takich jak Louise Francoise la Blanc de la Valliere (Zero no Tsukaima), Aisaka Taiga (Toradora!) czy Shana (Shakugan no Shana). Jest także dobrze znana przez wielbicieli Tamagotchi, gdyż to właśnie jej głosem mówił Mametchi.

Była nominowana jako Najlepsza Aktorka w Roli Głównej za Louise w „Zero no Tsukaima” w pierwszym Seiyuu Awards i jako Najlepsza Aktorka w Roli Drugoplanowej za Kagurę z „Gintamy”. Natomiast w drugim Seiyuu Awards wygrała jako Najlepsza Aktorka w Roli Drugoplanowej. Następnie zwyciężyła raz jeszcze w trzeciej edycji konkursu dzięki roli Taigi w „Toradorze!”.

Jeśli chodzi o inne informacje o Kugimiyi, to wiemy, że ma 159 cm wzrostu, grupę krwi B, lubi baśnie, truskawki, jasny niebieski i chodzić na basen. Jej hobby to czytanie.

Inne postacie, pod które podkładała głos to m.in.: Yukari (Excel Saga), Alisa Bannings (Mahou Shoujou Lyrical Nanoha), Alphonse Elric, Catherine Elle Armstrong i Xiao Mei (Fullmetal Alchemist), Happy (Fairy Tail), Iori Minase (The Idolmaster) i Nora (Noragami).

image

image

Wakacje !

Wreszcie, chciałoby się powiedzieć, ten rok szkolny dobiegł końca i zaczęły się wakacje. Co prawda, ja czułam już ich przedsmak od jakiegoś czasu (konkretniej mówiąc, od końca egzaminu gimnazjalnego, po którym w zasadzie niewiele robiliśmy w szkole), ale miło jest pomyśleć, że wreszcie można porządnie wyspać się następnego dnia 😀 Mam nadzieję, że tegoroczne wakacje okażą się sprzyjające wypoczynkowi pod względem pogody. Wszystkim Wam życzę miłej, beztroskiej i bezpiecznej przerwy od szkoły, piszącym blogi weny wakacyjnej i wszsytkim fanom m&a wciągających serii na te dwa miesiące (no i pieniędzy na ulubione mamgi w portfelu) 🙂

image

U podstaw legł ryż…

Pierwszą rzeczą, która przychodzi do głowy nam, Europejczykom, gdy ktoś wspomni o azjatyckiej kuchni, jest ryż. Trudno dziwić się takim skojarzeniom, gdyż jest on niesamowicie rozpowszechnionym składnikiem potraw w tamtej części świata. Nie inaczej rzecz ma się, gdy mówimy o kulinarnych upodobaniach Japończyków – w ich kraju ryż spełnia tak dużą rolę jak u nas chleb.

W przeszłości ryż był podstawą kuchni japońskiej. Nie tylko go jedzono, ale także np. konserwowano nim ryby (w ten sposób powstało sushi). To właśnie od ryżu pochodzą nazwy posiłków języku japońskim: śniadanie to poranny ryż (asagohan/あさごはん), obiad to południowy ryż (hirugohan/ひるごはん), a kolacja wieczorny ryż (bangohan/ばんごはん). Tak często słyszane w anime (szczególnie w „Slayersach” 😉 ) wyrażenie „Gohan tabetai !”, które tłumaczymy zazwyczaj „Chcę coś zjeść”, w zasadzie dosłownie znaczy „Chcę zjeść ryż”.

Ryż jest także obecny w mitologii japońskiej. Jedno z najpopularniejszych bóstw religii shintoistycznej, Inari to bóstwo ryżu i, oględnie mówiąc, rolnictwa. Inari to także bóstwo lisów, które uważane są za jego specjalnych wysłanników.

Ryż sadzi się tradycyjnymi metodami na wiosnę i zbiera przed zimowym chłodem. Czas odgrywa tu dużą rolę, a uprawa wymaga bardzo ciężkiej pracy. Pola ryżowe są stałą krajobrazu japońskiej wsi.
Jednak w okresie Edo chłopom nie wolno było spożywać ryżu z wyjątkiem świąt i okresów, w których chorowali, gdyż uważano, że należał się on tylko tym, którzy na niego zapracowali.

Odmiana ryżu uprawiana w Japonii to ryż o krótkich, okrągłych ziarnach i tylko taki. Jednakże nie oznacza to wcale, że sadzony jest jednen gatunek; możemy spotkać ich wiele, a podstawowymi są Oryza glaberrima i Oryza sativa. One także mają wiele różnych odmian i wymienianie ich zajęłoby zbyt dużo czasu i raczej nie byłoby specjalnie interesujące. Dość dodać, że gatunek ryżu uprawiany w Japonii to najszlachtniejszy z gatunków traw.

Biały ryż jest także podstawą sushi. Choć istnieje rodzaj sushi pozbawiony tego składnika (sashimi), to jednak niewielu z nas wyobraża sobie tę potrawę pozbawioną ryżu. Kolejnym ważnym składnikiem sushi jest ocet ryżowy, którego proces tworzenia jest powiązany nieodwołalnie z ryżem. Podobnie ma się z trunkami takimi jak sake i mirin, które nie istniałyby, gdyby nie ów „najszlachetniejszy z gatunków traw”. Ryż jest także podstawą dobrze znanych nam z anime onigiri.

Źródła: „Podróże kulinarne. Kuchnia japońska.”, Wikipedia, wiedza własna

***

Jak dotąd w kategorii „Kuchnia” dodawałam tylko przepisy, ale uznałam, że to tak, jakbym zaczynała ten temat „od środka”, toteż postanowiłam napisać kilka notek poświęconych ogólników o japońskiej sztuce kulinarnej. Mam nadzieję, że ten krótki tekścik się Wam spodobał 🙂

image

image

image

image

Waneko wyda…

…”Akusagę”. W ostatnich dniach wydawnictwo podało na swojej stronie dwie podpowiedzi do ich nowej mangi z serii Jednotomówki Waneko. Dzisiaj zaś ogłoszony został tytuł nowości: jest to 2-tomowa „Akusaga” autorstwa Ayi Kanno. Manga wydana zostanie w jednym tomiku, co podniesie jej cenę do 27,99 zł. Data premiery przewidywana jest na październik tego roku.
Opis mangi ze strony wydawnictwa:

Zen nie ma żadnego celu w życiu. Interesuje go tylko łamanie prawa, szerzenie chaosu, zabójstwa… Lecz w trakcie swojej krwawej drogi przez życie natrafia na kogoś, dzięki któremu odkryje na nowo prawdę na temat swoje przeszłości. Czy Zen jest zabójcą czy może bohaterem? Czy uda mu się przypomnieć sobie, kim był? I co zrobi z tą wiedzą?

Waneko w poście podało także dwie wskazówki dotyczące kolejnych mang: z serii jednotomówek i dłuższego tytułu. Pierwsza ma być mangą josei, natomiast o drugiej dowiedzieliśmy się, że strona japońska zmieniła co do niej zdanie.
Jeśli chodzi o mnie, „Akusagi” kupować nie zamierzam :p Ostrzę sobie za to zęby na „Donten ni Warau”, którego tytuł został, nawiasem mówiąc, przetłumaczony na „Śmiech w chmurach”. Premiera już we wrześniu 😀

image

Hotarubi no Mori e

Takegawa Hotaru z utęsknieniem co roku czeka na wakacje, kiedy odwiedza swojego wujka na wsi. Powodem takiego stanu rzeczy jest Gin – chłopak, czy może raczej youkai (w zasadzie to coś pomiędzy), którego dziewczyna po raz pierwszy spotkała jako dziecko, gdy pewnego lata zabłądziła w pobliskim lesie zamieszkałym przez leśne duchy. Gin pomógł jej wydostać z boru, tym samym dając początek swojej przyjaźni z dziewczynką. Na tym przedziwnym youkai o wyglądzie srebrnowłosego chłopaka ciąży jednak potężne zaklęcie – gdy dotknie go człowiek, Gin zniknie. Hotaru dowiaduje się o tym w dość bolesny sposób, obrywając kijem po nieco nachalnej próbie rzucenia się chłopakowi na szyję. Dziewczynki nie zraża jednak jeden czy dwa guzy na głowie i wkrótce spotyka się z Ginem po raz kolejny. W ten sposób zawiązuje się między nimi przyjaźń, która przekształci się w bardzo silną i mającą duży wpływ na ich życie więź.

„Hotarubi no Mori e” jest filmem, który wielu widzom może się wydać zbyt spokojny, przez co nudny, dlatego ostrzegam: jeśli nie potrafisz choć na chwilę oderwać się od pędzącej na złamanie karku rzeczywistości lub zasypiasz, gdy bohaterowie zamiast okładać się czym popadnie i wykrzykiwać szczytne ideały do wtóru brzęku stali w spokoju łowią ryby, nie bierz się za oglądanie tego anime. Historia Hotaru i Gina nie obfituje w dramatyczne zwroty akcji czy przesadnie łzawe momenty. Jest za to pełna uroku i ciepła oraz słodkiego smutku – wszystko to zostało doskonale wywarzone i podane w formie pięknej opowieści, która być może nie zrzuci widza z krzesła, ale z pewnością poruszy tę wrażliwą strunę naszych dusz. Fabuła prowadzona jest powoli, a dużo czasu zostało poświęcone na przedstawienie codziennych zabaw Hotaru i Gina oraz ukazanie jak z upływem lat zmieniała się dziewczyna, a wraz z nią uczucie między bohaterami. Twórcy w sposób bardzo sugestywny, a zarazem subtelny i prosty ukazali relacje Hotaru i Gina, którzy stopniowo stawali się sobie coraz bliżsi i gdy tylko musieli się rozstać, nie potrafili myśleć o czymś innym, niż tylko o sobie nawzajem. Wątek romantyczny między głównymi bohaterami został poprowadzony perfekcyjnie – nienachalnie, aczkolwiek uczucie między Hotaru i Ginem jest wręcz namacalne. Często granica między silną przyjaźnią a zauroczeniem zaciera się, co tylko podkreśla niewinność i naturalność ich relacji.
Być może „Hotarubi no Mori e” nie jest specjalnie zaskakujące i nieprzewidywalne; w jakiś sposób widz przeczuwa, że zakończenie tej historii musi być właśnie takie, jednak do samego końca myśli, że być może będzie inaczej.

Ważnym elementem filmu jest świat youkai, w którym rozgrywa się duża część akcji. Jest on równoznaczny z Lasem Boga Góry – miejscem zamieszkania Gina i pozostałych leśnych duchów. Choć ten wątek nie doczekał się specjalnie dużego rozwinięcia, gdyż większa część anime poświęcona została Ginowi i Hotaru, to jednak szczególnie urzekła mnie sceneria festiwalu youkai.

Poza głównymi bohaterami trochę czasu dostaje właściwie tylko dziadek Hotaru i kilka innych youkai, jednak jest to nic w porównaniu z czasem poświęconym Ginowi i Hotaru. To właśnie uczucie, które rozwija się między nimi jest najważniejsze. W sposób widoczny wpływa ono na nich; zwykle radosna i energiczna Hotaru potrafi zamknąć się w sobie z tęsknoty do Gina, zaś on otwarcie mówi o tym, że w czasie jej nieobecności nie mógł przestać o niej myśleć, choć zazwyczaj sprawia on wrażenie skrytego. Bardzo sugestywnie została także ukazana kwestia zaklęcia nałożonego na Gina. Uczucie, które do siebie żywią sprawia, że bardzo chcieliby się dotknąć, muszą się jednak przed tym powstrzymywać, gdyż tylko dzięki temu mogą być razem. W tym przypadku wcale nie ujrzymy rzewnych łez wylewanych przez bohaterkę nocami z powodu takiego stanu rzeczy. Wystarczą ciche słowa, byśmy zrozumieli, jak bardzo Hotaru chciałaby dotknąć Gina.
Ogólnie rzecz biorąc, trudno nie polubić pary głównych bohaterów. Żywa i często ciekawska Hotary potrafi z miejsca zaskarbić sobie sympatię widza – zarówno jako dziecko, jak i jako licealistka. Gin natomiast wydaje się nieco oschły, jednak jedynie początkowo.

Tym, co doskonale podkreśla urok filmu jest oprawa wizualna. Kolorystyka jest świeża i miła dla oka, przez co widz może wręcz poczuć zapach lasu ukazanego z taką dokładnością. Tak zwyczajne ujęcie jak owad siedzący na korze drzewa może go zachwycić, dzięki czemu udzieli mu się nastrój anime. „Hotarubi no Mori e” jest prawdziwą ucztą dla oczu, która doskonale harmonizuje z opowiadaną historią. Podobnie ma się z muzyką, subtelnie podkreślającą to, co dzieje się na ekranie.

„Hotarubi no Mori e” z pewnością nie jest filmem, który można polecić wszystkim. Jeśli słodko-gorzkie okruchy życia Cię nudzą, nie sięgaj po to anime. Natomiast jeżeli gustujesz w takich klimatach i lubisz od czasu do czasu się wzruszyć – jest to pozycja jak najbardziej dla Ciebie. Miłośnikom mangi Yuki Midorikawy, na podstawie której powstało to anime, filmu nie muszę nawet polecać.

image