Dzieciaki w okularach – „Dennou Coil”

7165851.3Zaginione perełki

Właściwie w każdym sezonie zdarza się, że powstanie ponadprzeciętne anime, które jednak nie wzbudza takiego entuzjazmu wśród widzów jak kolejna przygodówka, shounen-tasiemiec czy nowa odsłona popularnej serii. Takie ambitniejsze pozycje zazwyczaj giną w natłoku innych sezonowych objawień, lepiej dostosowanych do gustów szerszej publiczności. Nawet jeśli zbierają pozytywne recenzje, specjalnie się już o nich potem nie pamięta, a tylko nieliczni amatorzy wyróżniających się serii od czasu do czasu po nie sięga. Tym samym, blask takiej zagubionej perełki oglądają tylko ci, którzy jakimś cudem się o niej dowiedzą. Niniejszym więc zaznaczam istnienie takiej właśnie perełki wśród anime z roku 2007, a jest nią „Dennou Coil”.

Cybernetyczny Plac Zabaw

Akcja anime ma miejsce w przyszłości, w mieście Daikoku, do którego wraz z rodzicami i młodszą siostrą Kyouko przeprowadza się Okonogi Yuuko. Daikoku jest swoistym centrum technologicznym, w którym swego czasu dynamicznie rozwijała się rozszerzona rzeczywistość, umożliwiająca posiadaczom specjalnych okularów coil_cover1łączenie ze sobą dwóch światów – realnego i wirtualnego. Nowoczesna sieć stała się szczególnie popularna wśród dzieci, które przy jej pomocy nie tylko bawiły się ze swoimi dennou pet, czyli cyfrowymi zwierzakami, ale także rozwijały umiejętności hakerskie. Także Yuuko posiada swoje okulary i zwierzątko, pieska Densuke, prezenty od dziadka, który mieszkał w Daikoku, w domu obecnie przekształconym w sklep przez babcię dziewczyny, zwaną Megabaa. To właśnie w tym domu ma zamieszkać reszta rodziny Okonogi. Jak się okaże, dla samej Yuuko nie będzie to nostalgiczny powrót do miejsca pełnego wspomnień z dzieciństwa, a raczej okazja do zmierzenia się z mrocznymi tajemnicami miasta. W dziwnej, a czasami wręcz przerażającej cyberprzestrzeni Daikoku, rządzonej przez systemy antywirusowe – groteskowych Satchii, dziewczyna będzie zmuszona do rozwikłania zagadek ginących zwierząt,  Nielegalnych, niepokojących wypadków, którym ulegają dzieci w cybernetycznych okularach, hakerki z prawdziwego zdarzenia, Amasawy Yuuko, a także tych związanych z wydarzeniami z jej własnej przeszłości.

Spacerkiem, a potem na łeb, na szyję

Początkowe odcinki „Dennou Coil” jednak wcale nie sprawiają wrażenia, jakoby coś takiego miało się dziać w przyszłości. W rzeczywistości dają one raczej mylne wyobrażenie o całości. Utrzymane są w lekkim tonie, sugerującym, że anime może okazać się raczej przyjemną przygodówką, choć z pewnością niekonwencjonalną z racji na niesamowicie złożony świat przedstawiony. Jedynie nieliczne incydenty, zawiązki przyszłych wydarzeń i delikatnie zasugerowane istnienie pewnych tajemnic związanych z Daikoku i obiema Yuuko, pozwalają sadzić, że widza czeka jednak coś więcej niż dwadzieścia sześć odcinków wypełnionych spektakularnymi pojedynkami hakerów i drobnymi utarczkami z Satchii. Te sugestie wystarczają, by zaintrygować i zatrzymać przed ekranem oglądającego. Tym bardziej, że początek anime wcale nie jest wypełniony fillerami, ale, choć powoli, akcja się w nim rozwija. Prawdziwy przestój następuje mniej więcej po dziesiątym odcinku, gdy faktycznie kolejne odcinki tracą związek z głównym nurtem fabuły. Mogą one zniechęcić niektórych do oglądania, z drugiej strony jednak są lekkie i dosyć przyjemne, a poza tym takich fillerów nie ma dużo. Na tych zaś, którzy wytrwają, czeka niespodzianka, a czy miła, czy niemiła, niech każdy zdecyduje sam.

Dennou.Coil.600.1082387

Mniej więcej w połowie serii następuje ogromny przeskok, nie tylko w tempie akcji. Także nastrój anime zmienia się diametralnie. Atmosfera staje się coraz gęstsza, a napięcie rośnie. Niektóre tajemnice się rozwiązują, inne zmierzają ku rozwiązaniu, ale z każdą kolejną „wiadomą” pojawiają się kolejne niewiadome. Ta część „Dennou Coil” robi naprawdę duże wrażenie. Pozbawiona jest niepotrzebnych dłużyzn, konsekwentnie dąży do rozwiązania głównych wątków, pozwalając widzowi stopniowo na poznawanie nowych elementów układanki. Twórcy unikają przy tym chaosu i choć fabuła faktycznie jest bardzo skomplikowana, a niektóre jej składowe może być trudno zrozumieć niezaznajomionym z fachowymi pojęciami związanymi z rozszerzoną rzeczywistością, to jednak po seansie ostatniego odcinka widz ma jako tako jasny obraz sytuacji. Dodatkową zaletą tych odcinków jest klimat, tajemniczy, miejscami wręcz mroczny, wywołujący niekiedy poczucie zagrożenia. To, co dzieje się na ekranie faktycznie trzyma w napięciu, także właśnie dzięki tej niesamowitej atmosferze cyberprzestrzeni Daikoku, na którą poza samą historią silnie wpływa także oprawa graficzno-muzyczna.

   Chłopski rozum zdegradowany

Mimo że od strony fabularnej „Dennou Coil” jest z pewnością wybitnym, także dzięki temu, że twórcy znaleźli złoty  środek pomiędzy skomplikowaną historią a chaotycznym zlepkiem wydarzeń ze sobą niepowiązanych, to jednak chwilami trudno było mi zrozumieć wszystko to, o czym mówiły postacie, a to za sprawą fachowym terminów, jakimi się posługiwały. Jestem w stanie uwierzyć, że dzieci w tak dużym stopniu zainteresowane rozszerzoną rzeczywistością mogły znać takie terminy i wcale nie o tym chcę pisać. Problem leży w tym, że widz już niekoniecznie musi dysponować taką wiedzą i może mu to faktycznie przeszkadzać w oglądaniu. Z jednej strony, godnym podziwu jest, jak bardzo dopracowany został świat przedstawiony w „Dennou Coil”, z drugiej strony jednak zawęża to krąg potencjalnych odbiorców, gdyż rezygnują ci, którzy nie lubią oglądać czegoś, co nie do końca rozumieją. W zasadzie nie musi być to wada, wszystko zależy od widza. Ja czerpałam sporą przyjemność z oglądania, mimo tego, że czasami miałam problem z dotarciem do sedna sprawy właśnie z powodu niektórych określeń. Ogólny jednak ogląd na całą historię można sobie wykształcić bez rozumienia wszystkich technicznych zawiłości.Ureshii_Dennou_Coil_-_10_1280x720-H264-AAC_27ADE548.mkv_snapshot_13.15_2011.08.28_22.36.44

Od szczegółu do ogółu

Skoro wspominałam już o świecie przedstawionym, wypadałoby nieco rozwinąć ten wątek. Nie nazbyt jednak, by nie zdradzić zbyt wiele. Jest on z pewnością jednym z największych atutów „Dennou Coil”, nawet jeżeli nie każdy widz jest w stanie zrozumieć zasady, na jakich działa cyberprzestrzeń. Z pewnością jest on jednak warty uwagi, także dla amatorów science-fiction, do której to grupy, by być szczerym, zaliczam siebie.

Sam pomysł rozszerzonej rzeczywistości, sieci, z której korzystanie umożliwiają specjalne okulary, nie jest może zbyt nowatorski. O podobnym fenomenie pisał chociażby Rafał Kosik w swojej serii dla młodzieży „Felix, Net i Nika”, tylko że wtedy zamiast okularów używano komplantów. Im bardziej jednak zagłębiamy się w szczegóły cyberprzestrzeni w „Dennou Coil”, tym lepiej dostrzegamy, jak złożony i zarazem niesamowity jest ten świat. W tym przypadku nie można poprzestać na pisaniu o cyfrowych zwierzątkach, bezprzewodowej telefonii czy nawet o hakerskich zapędach uczniów podstawówki. „Dennou Coil” nie ogranicza koncepcji cyberprzestrzni do marzeń o połączeniu wirtualnego z rzeczywistym, życiu w świecie, w którym tworzenie nie stwarza żadnego problemu dla człowieka. Widz ma także okazję poznać drugą stronę medalu, to, co kryje się pod powierzchnią rozszerzonej rzeczywistości. Należałoby wspomnieć tu przede wszystkim o tajemnicy nielegalnych, kirabugów, Michiko-san czy Niestabilnej Przestrzeni. A ponieważ postęp fabuły jest tu bardzo ściśle związany z odkrywaniem świata przedstawionego, widz może być pewien, że dana mu zostanie okazja do podziwiania tej misternej i niesamowitej konstrukcji.

Dzieciństwo sielskie, anielskie

Wysoko cenię sobie czas spędzony z „Dennou Coil” także ze względu na bohaterów anime. Wszystkich tych, którzy obawiają się infantylności czy spłycenia jakichś wątków ze względu na dziecięce postacie, w tym momencie wyprowadzam z błędu – to anime jest o dzieciach, ale już niekoniecznie dla dzieci. Pragnę przy tym zaznaczyć, że wielu bohaterów innych „poważniejszych” serii zachowuje się o wiele bardziej dziecinnie niż bohaterowie „Dennou Coil”. Po kolei jednak.

Jako pierwszą poznajemy Okonogi Yuuko, zwana przez przyjaciół Yasako (z którym to imieniem wiąże się ciekawa historia), protagonistkę całej serii. Yasako jest spokojną, sympatyczną i wrażliwą dziewczyną. Z pewnością sprawia wrażenie rozsądniejszej od swojej przebojowej przyjaciółki Fumie. Dba o rodzinę i jest z nią bardzo zżyta. Jak każde dziecko ma swoje problemy, te mniejsze i większe. Chociaż jest otwarta na innych ludzi i chętnie zawiera przyjaźnie, to jednak w przeszłości kryje bolesne doświadczenia z tym związane. Co najważniejsze, jest po prostu ciepłą, wiarygodną i ludzką bohaterką.

Drugą ważną dla fabuły bohaterką jest Amasawa Yuuko, którą ochrzczono Isako. Jest to postać od początku owiana tajemnicą. Daje się poznać jako bardzo zdolna hakerka, której cele nie są do końca znane. Wydaje się być o wiele dojrzalsza od swoich rówieśników. Unika bliższych kontaktów z ludźmi, na świat patrzy sceptycznie, wręcz cynicznie, a w sercu kryje bolesną ranę, której nie pozwala się zabliźnić.

Poza tą dwójką jeszcze wielu innych bohaterów ma znaczący wpływ na fabułę. To, według mnie, kolejna zaleta „Dennou Coil”. Poznajemy wiele postaci drugoplanowych jak młodsza siostra Yasako, Kyouko, jej przyjaciółka Fumie, nieustannie sprzeczająca się z przywódcą Klubu Hakerów, Daichim, a także cichy i spokojny Haraken, członek agencji detektywistycznej założonej przez Megabaa (do której należą także Fumie i Yasako) oraz jego ciotka. Oczywiście poza nimi na ekranie przewija się wielu innych ciekawych bohaterów, bynajmniej nie płaskich czy irytujących, z tego czy innego powodu związanych z tajemnicami cyberprzestrzeni Daikoku.

Torii w świecie pikseli

Jedną ze składowych świetnego klimatu „Dennou Coil” jest, poza fabułą oraz muzyką, grafika. Muszę przyznać, że, oglądając tę serię w jakości niższej niż HD, czerpałam niemal o połowę mniejsza przyjemność. W tym przypadku nie wystarczy mówić o dopracowanych tłach, świetnie dopasowanej do historii kolorystyce czy grze światła idealnie oddającej nastrój chwili. dcoil-1Także przedstawienie poszczególnych elementów cyberprzestrzeni na ekranie warte jest uwagi.  Mgła, która otacza Niestabilną Przestrzeń czy sylwetki Nielegalnych robią wrażenie i potrafią wywołać u widza przyjemny dreszczyk emocji. Poza tym ciekawe jest, jak pokazano działanie metatagów czy innych sztuczek hakerów. I wreszcie jest Satchii, którego nie mogę porównać z niczym, co widziałam w jakimkolwiek anime, a którego „Boku Satchii” nie zapomnę chyba już nigdy. Jedynym, co mogłoby przeszkadzać potencjalnemu widzowi, są dosyć nietypowe projekty postaci, chociaż dla mnie stanowiły one raczej plus. Myślę zresztą, że łatwo można się do nich przyzwyczaić.

„Każdy kogoś szuka”

Napięcie tworzy także muzyka, która świetnie wpasowuje się w klimat serii. Wiernie towarzyszy wydarzeniom, powiem więcej, uczestniczy w opowiadaniu historii w podobnym stopniu, co narracja. Kilka utworów jest nawet na tyle niesamowitych, że wywołuje w widzu o wiele większy niepokój niż nieoczekiwane zwroty fabuły. Są przy tym tak fascynujące, że można ich słuchać już po seansie. Podobnie ma się z openingiem, którego słucha się z przyjemnością. Warto także zapoznać się z samym tekstem piosenki („Prism” Ikedy Ayako), świetnie oddającym główne myśli anime.

„Jeśli podążę tą ścieżką..”

Mogłabym napisać jeszcze sporo o „Dennou Coil”, które naprawdę mocno zapadło mi w pamięć. Ograniczę się jednak tylko do gorącego polecenia tego anime każdemu, kto poszukuje nietypowej i ambitnej pozycji, a komu nie będą przeszkadzać te nieliczne wady serii. Naprawdę, nie warto zrażać się kilkoma fillerami czy lżejszym początkiem, ponieważ potem jest już tylko ciekawiej.

animu.ru-dennou-coil-(1920x1200)-wallpaper-003

Aya Hirano

O Ayi Hirano, seiyuu urodzonej 8 października 1987 roku w Nagoyi było swego czasu bardzo głośno. Zaczęła obiecująco, potem na jej koncie wylądował skandal, następnie starała się o nowy początek kariery. Faktem jednak pozostaje to, że było o niej głośno, a o postaciach, którym podkładała głos słyszało wielu fanów.

Właściwy początek kariery Hirano przypada na rok 2006, kiedy obsadzona została w roli Haruchi Suzumiyi, głównej bohaterki „Suzumiya Haruchi no Yuutsu”. Pierwszą jej rolą była co prawda Saru no Momo w „Angel Tales”, jednak dopiero 5 lat temu aktorka ostatecznie ugruntowała swoją pozycję w świecie seiyuu. Wybór młodej Ayi okazał się strzałem w dziesiątkę, a sama Haruchi zapisała się wyraźnie w pamięci fanów. Anime stało się popularne, Suzumiya stała się popularna, to i Hirano zdobyła popularność. Następnie obsadzona została w Nanie jako Reira i Misa w Death Note; stawała się coraz bardziej sławna.

Za rolę Haruchi została nominowana w pierwszym Seiyuu Awards jako najlepsza nowicjuszka i najlepsza główna bohaterka. Poza tym, zdobyła także nominację do najlepszej bohaterki drugoplanowej i podwójną za najlepszy singiel – „Bouken Desho Desho?”, która była jednocześnie openingiem „Suzumiya Haruchi no Yuutsu” oraz za ending do tego samego anime, „Hare Hare Yukai”. Dwa lata później wygrała nagrodę za najlepszą główną bohaterkę w drugim Seiyuu Awards.

Następne lata stanowiły rozkwit jej kariery aż do 10 listopada 2010 roku. Wtedy to aktorka na twitterze napisała, że od gimnazjum miała guza przysadki mózgowej. Rok później w kwietniu ogłoszono, że Hirano nie podejmie nowych ról, ograniczy się jedynie do kontynuacji już otrzymanych. W maju zaś ogłosiła, że porzuca wykonywanie muzyki dla Lantis i zawiesza swoją karierę muzyczną do odwołania. Dwa miesiące później wyszedł na jaw skandal, za który została usunięta, a mianowicie spanie z kilkoma członkami zespołu. Podsumowując, spektakularny początek i równie spektakularny upadek.

Nie oznacza to jednak, że świat zapomniał o Ayi Hirano. Nie, sama zainteresowana nie pozwoliła mu na to. Aktorka przypomniała mu o sobie już w 27 sierpnia pamiętnego roku 2011, pisząc na twitterze o wznowieniu swojej kariery aktorskiej. Wcześniej porzuciła swoją starą agencję Space Craft Entertainment i przeniosła się do Grick. Jej powrót do świata muzycznego datujemy zaś na 2012 rok, kiedy to podpisała kontrakt z wytwórnią Universal Sigma. 23 maja wydała pierwszy po przerwie album „Fragments”.

Aya Hirano z pewnością jest postacią, która na długo zapisze się w pamięci fanów. Nie mam tu na myśli jedynie dosyć burzliwego przebiegu jej kariery; po prostu, to świetna aktorka. Cieszmy się więc z jej powrotu i módlmy się o to, by tym razem została z nami dłużej.

Role, z których znana jest Aya Hirano to, poza Haruchi, m.in. Lucy Heartfillia („Fairy Tail”), Misa Amane („Death Note”), Reira Serizawa („Nana”), Konata Izumi („Lucky Star”), Shizu Shidou („Maria Holic”), Menchi („Hunter x Hunter”), Alisa („Girls und Panzern”) oraz Nobume Imai („Gintama'”).

40-5

Źródła: Wikipedia, informacje własne

Rurouni Kenshin: Kyoto Taika Hen – garść informacji

Od pół godziny jestem bardziej niż zwykle podekscytowana zbliżającą się premierą sequela „Rurouni Kenshin: Meiji Kenkaku Romantan” zapowiadanego na 1 sierpnia (to już naprawdę blisko 😀 ). Powód – pojawił się nowy, prawie sześciominutowy trailer dwóch kolejnych części, wspomnianego już „Kyoto Taika Hen” i jego kontynuacji „Densetsu no Saigo Hen” (premiera 13 września). Jak dotąd pojawiły się tylko dwa, nawet nie dwuminutowe zwiastuny, a ten najnowszy jest niemal trzy razy dłuższy i opierając się na nim, mogę stwierdzić, że moje oczekiwania wobec filmów sięgnęły niebotycznych rozmiarów.  Wszystkim nieznającym Kenshina śpieszę z wyjaśnieniami; „Rurouni Kenshin” to manga Nobuhiro Watsuki wydana w 1994 roku (także w Polsce za pośrednictwem Egmontu, jednak ukazało się tylko 12 tomów) oraz powstałe na jej podstawie anime. W 2012 roku nakręcono film live action zatytułowany „Rurouni Kenshin: Meiji Kenkaku Romantan”.  „Rurouni Kenshin” opowiada historię samotnego ronina, który przybywa do Tokio w 11 roku Meiji i ratuje z opresji dojo Kasshin-ryu prowadzone przez Kaoru Kamiyę. Ów ronin o wdzięcznym imieniu Kenshin (pisanym przez znaki miecz/ostrze, serce) okazuje się być (nie)sławnym zabójcą z czasów Rewolucji, Rzeźnikiem Battousaiem. Teraz zaś pokutuje za dawne grzechy, podróżując po kraju i pomagając ludziom w potrzebie za pomocą miecza z odwróconym ostrzem, Sakabatou. Gdy rzecz wychodzi na jaw, wydawałoby się, że dziewczyna powinna się przerazić, Kaoru jednak wprost mówi roninowi, że jego przeszłość nie ma dla niej żadnego znaczenia i proponuje mu zamieszkanie w jej dojo, zaś Kenshin w końcu się zgadza. Jak można przewidzieć ich spokój nie będzie trwał długo, a imię Battousaia nieraz zmusi samuraja do ponownego użycia miecza.

Tak w skrócie przedstawia się zaczątek fabuły mangi, anime i pierwszego filmu. Dwa następne opowiadają zaś o incydencie z pożarem w Kioto. Kenshin zostaje poproszony o powstrzymanie dawnego zabójcy Makoto Shishio, który niespodziewanie wyłonił się z mroków przeszłości i zamierza doprowadzić do upadku nowego rządu.

Teraz, kiedy wyjaśnienia mamy już za sobą, spójrzmy na nowe filmy od strony czysto informacyjnej. Od czasów „Meiji Kenkaku Romantan” obsada się właściwie nie zmieniła: Takeru Sato jako Kenshin, Emi Takei jako Kaoru, Munetaka Aoki jako Sanosuke Sagara, Yu Aoi jako Takani Megumi, Kaito Ohyagi jako Yahiko Myojin oraz Yosuke Eguchi jako Hajime Saito. Widzom prezentują się zaś po raz pierwszy w swoich nowych rolach: Tatsuya Fujiwara jako Makoto Shishio, Ryunosuke Kamiki jako Sojiro Seta oraz Yusuke Iseya jako Aoshi Shinomori. Poza tym znów w trakcie (lub na koniec) filmu usłyszymy ONE OK ROCK w piosence Mighty Long Fall. Reżyserem jest nadal Keishi Ohtomo.

Wszystkich, którzy nie znają przygód Kenshina zapraszam do oglądania pierwszej części live action i czekania na dwie następne 🙂 Ewentualnie bierzcie mangi w łapki (jeśli je gdzieś dostaniecie) lub siadajcie przed ekran komputera i  zapoznajcie się z anime. Gwarantuję wam, że czegokolwiek nie zrobicie i tak sięgniecie po inne wersje przygód naszego ronina 😉 Więcej informacji o „Kyoto Taik Hen” na oficjalnej (japońskiej stronie): http://wwws.warnerbros.co.jp/rurouni-kenshin/index.html

A oto plakaty i trailery:

7589102.37613979.3Rurouni-Kenshin-poster

Rie Kugimiya

Urodzona 30 maja 1979 roku w Kumamoto Rie Kugimiya jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych seiyuu, znaną też jako Królowa Tsundere. To właśnie ona podkładała głos pod rzesze tsundere takich jak Louise Francoise la Blanc de la Valliere (Zero no Tsukaima), Aisaka Taiga (Toradora!) czy Shana (Shakugan no Shana). Jest także dobrze znana przez wielbicieli Tamagotchi, gdyż to właśnie jej głosem mówił Mametchi.

Była nominowana jako Najlepsza Aktorka w Roli Głównej za Louise w „Zero no Tsukaima” w pierwszym Seiyuu Awards i jako Najlepsza Aktorka w Roli Drugoplanowej za Kagurę z „Gintamy”. Natomiast w drugim Seiyuu Awards wygrała jako Najlepsza Aktorka w Roli Drugoplanowej. Następnie zwyciężyła raz jeszcze w trzeciej edycji konkursu dzięki roli Taigi w „Toradorze!”.

Jeśli chodzi o inne informacje o Kugimiyi, to wiemy, że ma 159 cm wzrostu, grupę krwi B, lubi baśnie, truskawki, jasny niebieski i chodzić na basen. Jej hobby to czytanie.

Inne postacie, pod które podkładała głos to m.in.: Yukari (Excel Saga), Alisa Bannings (Mahou Shoujou Lyrical Nanoha), Alphonse Elric, Catherine Elle Armstrong i Xiao Mei (Fullmetal Alchemist), Happy (Fairy Tail), Iori Minase (The Idolmaster) i Nora (Noragami).

image

image

Wakacje !

Wreszcie, chciałoby się powiedzieć, ten rok szkolny dobiegł końca i zaczęły się wakacje. Co prawda, ja czułam już ich przedsmak od jakiegoś czasu (konkretniej mówiąc, od końca egzaminu gimnazjalnego, po którym w zasadzie niewiele robiliśmy w szkole), ale miło jest pomyśleć, że wreszcie można porządnie wyspać się następnego dnia 😀 Mam nadzieję, że tegoroczne wakacje okażą się sprzyjające wypoczynkowi pod względem pogody. Wszystkim Wam życzę miłej, beztroskiej i bezpiecznej przerwy od szkoły, piszącym blogi weny wakacyjnej i wszsytkim fanom m&a wciągających serii na te dwa miesiące (no i pieniędzy na ulubione mamgi w portfelu) 🙂

image

Hotarubi no Mori e

Takegawa Hotaru z utęsknieniem co roku czeka na wakacje, kiedy odwiedza swojego wujka na wsi. Powodem takiego stanu rzeczy jest Gin – chłopak, czy może raczej youkai (w zasadzie to coś pomiędzy), którego dziewczyna po raz pierwszy spotkała jako dziecko, gdy pewnego lata zabłądziła w pobliskim lesie zamieszkałym przez leśne duchy. Gin pomógł jej wydostać z boru, tym samym dając początek swojej przyjaźni z dziewczynką. Na tym przedziwnym youkai o wyglądzie srebrnowłosego chłopaka ciąży jednak potężne zaklęcie – gdy dotknie go człowiek, Gin zniknie. Hotaru dowiaduje się o tym w dość bolesny sposób, obrywając kijem po nieco nachalnej próbie rzucenia się chłopakowi na szyję. Dziewczynki nie zraża jednak jeden czy dwa guzy na głowie i wkrótce spotyka się z Ginem po raz kolejny. W ten sposób zawiązuje się między nimi przyjaźń, która przekształci się w bardzo silną i mającą duży wpływ na ich życie więź.

„Hotarubi no Mori e” jest filmem, który wielu widzom może się wydać zbyt spokojny, przez co nudny, dlatego ostrzegam: jeśli nie potrafisz choć na chwilę oderwać się od pędzącej na złamanie karku rzeczywistości lub zasypiasz, gdy bohaterowie zamiast okładać się czym popadnie i wykrzykiwać szczytne ideały do wtóru brzęku stali w spokoju łowią ryby, nie bierz się za oglądanie tego anime. Historia Hotaru i Gina nie obfituje w dramatyczne zwroty akcji czy przesadnie łzawe momenty. Jest za to pełna uroku i ciepła oraz słodkiego smutku – wszystko to zostało doskonale wywarzone i podane w formie pięknej opowieści, która być może nie zrzuci widza z krzesła, ale z pewnością poruszy tę wrażliwą strunę naszych dusz. Fabuła prowadzona jest powoli, a dużo czasu zostało poświęcone na przedstawienie codziennych zabaw Hotaru i Gina oraz ukazanie jak z upływem lat zmieniała się dziewczyna, a wraz z nią uczucie między bohaterami. Twórcy w sposób bardzo sugestywny, a zarazem subtelny i prosty ukazali relacje Hotaru i Gina, którzy stopniowo stawali się sobie coraz bliżsi i gdy tylko musieli się rozstać, nie potrafili myśleć o czymś innym, niż tylko o sobie nawzajem. Wątek romantyczny między głównymi bohaterami został poprowadzony perfekcyjnie – nienachalnie, aczkolwiek uczucie między Hotaru i Ginem jest wręcz namacalne. Często granica między silną przyjaźnią a zauroczeniem zaciera się, co tylko podkreśla niewinność i naturalność ich relacji.
Być może „Hotarubi no Mori e” nie jest specjalnie zaskakujące i nieprzewidywalne; w jakiś sposób widz przeczuwa, że zakończenie tej historii musi być właśnie takie, jednak do samego końca myśli, że być może będzie inaczej.

Ważnym elementem filmu jest świat youkai, w którym rozgrywa się duża część akcji. Jest on równoznaczny z Lasem Boga Góry – miejscem zamieszkania Gina i pozostałych leśnych duchów. Choć ten wątek nie doczekał się specjalnie dużego rozwinięcia, gdyż większa część anime poświęcona została Ginowi i Hotaru, to jednak szczególnie urzekła mnie sceneria festiwalu youkai.

Poza głównymi bohaterami trochę czasu dostaje właściwie tylko dziadek Hotaru i kilka innych youkai, jednak jest to nic w porównaniu z czasem poświęconym Ginowi i Hotaru. To właśnie uczucie, które rozwija się między nimi jest najważniejsze. W sposób widoczny wpływa ono na nich; zwykle radosna i energiczna Hotaru potrafi zamknąć się w sobie z tęsknoty do Gina, zaś on otwarcie mówi o tym, że w czasie jej nieobecności nie mógł przestać o niej myśleć, choć zazwyczaj sprawia on wrażenie skrytego. Bardzo sugestywnie została także ukazana kwestia zaklęcia nałożonego na Gina. Uczucie, które do siebie żywią sprawia, że bardzo chcieliby się dotknąć, muszą się jednak przed tym powstrzymywać, gdyż tylko dzięki temu mogą być razem. W tym przypadku wcale nie ujrzymy rzewnych łez wylewanych przez bohaterkę nocami z powodu takiego stanu rzeczy. Wystarczą ciche słowa, byśmy zrozumieli, jak bardzo Hotaru chciałaby dotknąć Gina.
Ogólnie rzecz biorąc, trudno nie polubić pary głównych bohaterów. Żywa i często ciekawska Hotary potrafi z miejsca zaskarbić sobie sympatię widza – zarówno jako dziecko, jak i jako licealistka. Gin natomiast wydaje się nieco oschły, jednak jedynie początkowo.

Tym, co doskonale podkreśla urok filmu jest oprawa wizualna. Kolorystyka jest świeża i miła dla oka, przez co widz może wręcz poczuć zapach lasu ukazanego z taką dokładnością. Tak zwyczajne ujęcie jak owad siedzący na korze drzewa może go zachwycić, dzięki czemu udzieli mu się nastrój anime. „Hotarubi no Mori e” jest prawdziwą ucztą dla oczu, która doskonale harmonizuje z opowiadaną historią. Podobnie ma się z muzyką, subtelnie podkreślającą to, co dzieje się na ekranie.

„Hotarubi no Mori e” z pewnością nie jest filmem, który można polecić wszystkim. Jeśli słodko-gorzkie okruchy życia Cię nudzą, nie sięgaj po to anime. Natomiast jeżeli gustujesz w takich klimatach i lubisz od czasu do czasu się wzruszyć – jest to pozycja jak najbardziej dla Ciebie. Miłośnikom mangi Yuki Midorikawy, na podstawie której powstało to anime, filmu nie muszę nawet polecać.

image

Trailer Sailor Moon Crystal

Zapowiadana już od kilku lat najnowsza seria Sailor Moon wreszcie doczekała się trailera. Orientacyjna data premiery anime to 5 lipca i miejmy nadzieję, że tym razem nie zostanie ona przesunięta (jak to miało miejsce na początku tego roku). Sailor Moon Crystal ma mieć 26 odcinków i być bezpośrednią adaptacją mangi.
Co do samego trailera, najbardziej rzuca się w oczy zmiana grafiki – zdecydowanie na lepsze, choć także design postaci został znacznie odświeżony, co nie wszystkim musi przypaść do gustu. Mnie trochę trudno się do tego przyzwyczaić, ale ogólnie mówiąc podoba mi się 😀

 

 

image

Top 10 postacie męskie

Oto mój ranking ulubionych postaci męskich z anime i mang 🙂

10. Kyon (Suzumiya Haruchi no Yuutsu) – Kyon to całkiem normalny uczeń liceum i członek Brygady SOS założonej przez zwariowaną Haruchi, dla której wszyscy członkowie są niewolnika…, to znaczy, przyjaciółmi. Pokrótce, uwielbiam go za te cięte i trafne komentarze rzucane niemalże beznamiętnym głosem w trakcie anime. Kocham ten jego sarkazm 😀

Kyon

9. Aka Houshi Rezo (Slayers) – Powszechniej znany u nas jako Czerwony Kapłan Rezo, jeden z pięciu Wielkich Mędrców, ślepy mag, który wyspecjalizował się w białej magii, szczególnie w leczeniu ślepoty (ciekawe dlaczego ?). W zasadzie, nie jestem w stanie jednoznacznie napisać, dlaczego tak bardzo go polubiłam. Po prostu podobał mi się sposób, w jaki twórcy rozstrzygnęli wątek tej postaci, a także jego niejednoznaczna osobowość.

rezo

8. Watanuki Kimihiro (xxxHolic) – Nieszczęśliwy uczeń liceum, którego los obdarzył darem (ekhem, może jednak nie) widzenia duchów i innych nadprzyrodzonych bytów. Według mnie, najkomiczniejszy bohater wykreowany przez grupę CLAMP. Po prostu nie mogę przestać się śmiać, gdy widzę jego genialne miny 😀

228907_1244477111367_346_441

7. Kou Hiko (Soul Hunter) – Buseiou Yin, aczkolwiek do czasu. To bohater silny zarówno fizycznie jak i psychicznie. Po prostu, imponowała mi jego niezłomna wola.

hiko03by4

5. Taikoubou (Soul Hunter) – Doushi góry Kongrong, genialny strateg i równie genialny leń. To jemu powierzone zostaje zadanie strącenia Dakki z tronu i wypełnienie projektu Houshin. Jego gnuśna natura nie godzi się na długą i żmudną pracę, toteż Taikoubou decyduje się pójść na skróty. Innymi słowy, bardzo ciekawa, bystra i zarazem komiczna postać.

1268067623_3317_full

4. Shinkouhyou (Soul Hunter) – Namolny obserwator, który woli przyglądać się wydarzeniom z ubocza, niż wdawać się w bezsensowne walki. Gdy mu to na rękę, interweniuje, jako że jest posiadaczem najsilniejszej paopei zazwyczaj z konfronatcji wychodzi zwycięsko. Mimo iż mógłby okazać się silnym sojusznikiem, tak właściwie nie stoi po żadnej ze stron w konflikcie między Dakki a Kongrongiem.

Shinkouhyou

3. Xerxes Break (Pandora Hearts) – Sługa rodu Rainsworth, członek Pandory i posiadacz łańcucha zwanego Szalony Kapelusznik. Powszechnie nazywany błaznem, na którego też się kreuje, choć w tym bohaterze kryje się więcej niż mogłoby się z pozoru wydawać. Wielki miłośnik słodyczy, najprawdopodobniej pisana jest mu śmierć od nadmiaru cukru we krwi. Posiadacz rozklekotanej i dziwacznej (w takim samym stopniu jak jej właściciel) laleczki Emily.

61298

2. Himura Kenshin (Rurouni Kenshin) – Niegdyś siejący postrach zabójca, obecnie ronin, podróżujący po kraju i pomagający potrzebującym. Walczy kataną z odwróconym ostrzem, gdyż przysiągł nigdy już nikogo nie zabić. Niepozorny wygląd i niski wzrost jedynie maskują prawdziwe oblicze rudowłosego szermierza, który ma 28 lat, choć tak naprawdę wygląda na dwa razy mniej. W rzeczywistości, jeszcze większa z niego ciapa niż by się wydawało, choć potrafi przemienić się w bezlitosnego mordercę.

bbb676386db8

 

1. Xellos (Slayers) – Sam siebie zwie Tajemniczym Kapłanem, czym wcale nie zyskuje sobie zaufania nowo poznanych osób. Ma wiecznie zamknięte oczy, co w zamierzeniu prawdopodobnie miało nadawa mu nieszkodliwy i milusiński wygląd. Jego olewczy sposób bycia, irytujący uśmieszek i nieśmiertelna odpowiedź na każde niewygodne dla niego pytanie: „To tajemnica” zyskały mu już rzesze wiernych fanów. Dołączyłam do nich i ja 🙂 Jednak nie dajcie się zwieść jego przymilnemu wyrazowi twarzy, jego uśmiech nigdy nie wróży niczego dobrego dla bohaterów, którymi uwielbia manipulować. Kto wie, czy to nie jest jego najprzydatniejsza umiejętność ?

dfsdf

Figurki: Cardcaptor Sakura Nendoroid i Suisei no Gargantia, Amy

Tym razem o figurkach, których niestety nie posiadam, ale które bardzo chciałabym kupić. Obydwie statuetki to preordery, które nabyć można na Yatta.pl. Pierwsza to 10-centymetrowy, ruchomy Nendoroid z Cardcaptor Sakura. Jest to figurka głównej bohaterki, Sakury Kinomoto w najbardziej rozpoznawalnym stroju z pierwszego openingu. Do figurki dołączony jest między innymi Kerberos, a także Sealing Wand i kartę Clowa. Producentem figurki jest Good Smile Company, a jej orientacyjna data premiery to 15 listopada bieżącego roku. Cena na Yatta wynosi 204 zł, tyle ile cena przeciętnego Nendoroida.

Druga figurka to 11-centymetrowa Amy z Suisei no Gargantia. Dziewczyna przedstawiona jest w pozycji siedzącej i co tu dużo gadać, wygląda ślicznie 🙂 Natomiast cena jest powalająca – 509 zł. Data premiery również przewidywana jest na 15 listopada, a producent to Megahouse.

xGSC44395 xGSC44395_b

xMEHO817038 xMEHO817038_a

 

Chuunibyou demo Koi ga Shitai !

Syndrom gimbusa to przypadłość dotykająca większą część młodzieży w wieku gimnazjalnym. Ten wstydliwy dla ogromnej liczby licealistów wycinek z ich przeszłości to coś, co najchętniej wyrzuciliby ze swojego życiorysu. Właśnie tak czuje się Togashi Yuuta, chłopak, który idąc do klasy pierwszej liceum postanawia zerwać z hańbiącą przeszłością i stać się normalnym nastolatkiem. Z pewnością ma o czym zapominać, gdyż biedaczyna w gimnazjum nieźle narozrabiał. Przedstawiając się jako Mistrz Mrocznych Płomieni i ubierając jak postać z gry, Yuuta bynajmniej nie zrobił na swoich szkolnych kolegach dobrego wrażenia. Wręcz przeciwnie, został wykluczony ze społeczności klasowej i uznany za dziwaka. Jeszcze przez długi czas na wspomnienie tamtych mrocznych dni biednym chłopakiem targały dreszcze, że aż strach. Dlatego wybrał on liceum znajdujące się jak najdalej od jego starego gimnazjum i z czystą kartą rozpoczął rok szkolny. Przynajmniej tak mu się wydawało. Początkowo wszystko szło jak po maśle, porozmawiał z kolegą z klasy, a nawet z najpiękniejsza dziewczyną na roczniku, jednak widmo syndromu gimbusa dopadło go nawet w liceum w postaci ślicznej uczennicy o oku zasłoniętym opaską. Takanashi Rikka pomimo, wydawałoby się, poważnego licealnego wieku, wciąż tkwi głęboko w swoich gimnazjalnych urojeniach. Dziewczyna przedstawia się jako posiadaczka Potwornego Oka i prosi Yuutę o pomoc w poszukiwaniu Głębokiego Horyzontu. Jakby mało było tego, Rikka słyszała o Mistrzu Mrocznych Płomieni, a na dodatek okazała się sąsiadką chłopaka. Brzmi jak niezłe kłopoty, prawda ? Ale to wcale nie koniec. Okazuje się, że siostra  Rikki jest w posiadaniu nagrania jednego z kwiecistych monologów Mistrza Mrocznych Płomieni. Wydaje się, że chłopak nie ma innego wyboru, jak zajęcie się dziewczyną, która i tak nie opuszcza go nawet na krok.

Za „Chuunibyou demo Koi ga Shitai !” odpowiada Kyoto Animation, które znane jest nie tylko z zawsze perfekcyjnej oprawy graficznej, ale także ze świeżych pomysłów. Recenzowane przeze mnie anime nie jest wyjątkiem w żadnym z tych punktów. To, że zaczyna ono jak typowa szkolna komedyjka romantyczna nic nie znaczy. Przede wszystkim, jest to bardzo dobra komedyjka romantyczna. Nie jest ona także „typowa”. Owszem, mamy tu kilka schematów, takich jak chociażby założenie klubu, czy zainteresowanie głównego bohatera piękną i popularną koleżanką z klasy, która, o dziwo, zdaje się również żywić do niego jakieś uczucie, jednak konwencje tych schematów, a przynajmniej drugiego przykładu, zostają bezlitośnie obalone. Sam wątek syndromu gimbusa czyli tytułowego chuunibyou jest bardzo istotny dla fabuły i nie tylko jako przedmiot gagów. Rikka bynajmniej nie tkwi w nim tak głęboko bez powodu. Staje się on też często powodem rozważań bohaterów i przyjmuje przeróżne oblicza, od tego zawstydzającego, aż po sentymentalizm.

„Chuunibyou demo Koi ga Shitai” operuje nie tylko komizmem, ale także dramatyzmem, a ja jestem pełna podziwu dla twórców, którzy potrafili uniknąć postawienia wyraźnych granic pomiędzy momentami poważnymi i zabawnymi. Anime prezentuje się nam jako całość, której nie można podzielić na część pełną lekkiego klimatu i dramatyczną końcówkę, jak to często dzieje się z komediami romantycznymi. Wręcz przeciwnie, jest to historia opowiedziana w taki sposób, by momenty smutne czy poważne i gagi przeplatały się w sposób naturalny, tak, jak w prawdziwym życiu. Także końcowych odcinków nie definiuje wcale schemat, każący klimatowi zagęszczać się w sposób sztuczny, sugerując widzowi, że już niedługo będzie ronił łzy nieprzerwanie, dopóki nie nastąpi szczęśliwe zakończenie. Owszem, nie da się nie zauważyć, że historia dąży do rozwiązania, jednak anime nie popada w fałszywy i wymuszony dramatyzm.

Kolejną rzeczą, która bardzo podobała mi się w „Chuunibyou…” był wątek uczucia rozwijającego się pomiędzy głównymi bohaterami. Odrobinę przypominał mi ten z „Toradory !”, gdyż był on wynikiem przyjaźni i zrozumienia między postaciami. Z dużą przyjemnością śledziłam losy rozwijającej się miłości pomiędzy Rikką a Takanashim, tym bardziej, że dojrzewała ona wraz z nimi. Jeszcze jedno, „Chuunibyou…” to nie jest haremówka ! Yuuta wcale nie jest w centrum zainteresowania wszystkich przedstawicielek płci pięknej w szkole. Według mnie, wychodzi to serii tylko na dobre.

Jako że „Chuunibyou…” to w dużej mierze komedia, należy napisać coś o humorze w tym anime. Chyba nikt nie ma większych złudzeń, na czym oparte są gagi – oczywiście, że na syndromie gimbusa. Jednak z tym pozornie wąskim tematem wiąże się wiele innych przezabawnych rzeczy, a ja sama byłam niesamowicie zaskoczona, gdy w jednym odcinku odnalazłam nawiązanie do „Slayersów”. Sama Rikka i jej chuunibyou są przedmiotem głównie tych bardziej „typowych” gagów, ale także często ogromna wyobraźnia bohaterki kreuje zupełnie inny wymiar humorystycznych scen, a mianowicie możemy oglądać „walki” pomiędzy bohaterami oczami dziewczyny, której fantazja zmienia bójkę toczoną za pomocą mioteł w pojedynek rodem z jakiegoś science-fiction . Irracjonalność tych scen batalistycznych zostaje ukazana widzowi poprzez przedstawienie ich w dwóch perspektywach – w rzeczywistości i wyobraźni Rikki.

Głównymi bohaterami są Yuuta i Rikka, ale oprócz nich istotni dla fabuły są także członkowie klubu założonego przez Takanashi. Mamy więc spokojną senpai Tsuyuri Kumin, której pasją są drzemki, największą piękność klasową, skrywającą mroczny sekret Nibutani Shinkę oraz gimnazjalistkę i zarazem kolejną ofiarę chuunibyou, uczennicę mrocznego kunsztu pod patronatem Rikki, Dekomori Sanae. Poza nimi zwariowane grono istotnych dla fabuły bohaterów uzupełniają siostra Rikki, Tooka, młoda kobieta siejąca postrach wśród licealistów przy pomocy kuchennej chochli oraz Makoto Isshiki, kolega Yuuty, twórca rankingu najpiękniejszych dziewcząt w klasie. Choć wydaje się, że każda postać wpisuje się w jeden określony schemat, potencjalny widz nie może wyciągnąć bardziej mylnego wniosku niż ten. Twórcy umiejętnie korzystają ze schematów, czyniąc z nich swoje narzędzia, lecz w bohaterach „Chuunibyou…” kryje się coś więcej niż wydawałoby się na pierwszy rzut oka. Właśnie tak, jak w każdym z nas.

Wypadałoby napisać coś więcej o kreacjach głównych bohaterów. Gdybym oceniła Yuutę jako typowego przeciętniaka, jakich wiele w anime tego gatunku, wyrządziłabym tej postaci ogromną krzywdę. Chłopak owszem dąży do normalności, trudno zresztą mu się dziwić, znając jego „burzliwą” przeszłość. Jednak nie jest to sztandarowa „przeciętność” jaką prezentuje większa część głównych bohaterów komedii romantycznych. Yuuta usiłuje zintegrować się z klasą, wzdycha do największej piękności w klasie, zgłasza się do samorządu klasowego i wcale nie chce mieć nic wspólnego z Rikką i jej zwariowanymi pomysłami. Słowem, żyje jak normalny nastolatek. Jednak paradoksalnie jego przeciętność nie jest wymuszona. On naprawdę jest taki, jak normalny licealista (mimo szczętnie skrywanej tajemnicy Mistrza Mrocznych Płomieni). Dodatko, liczy mu się także na plus, że potrafi zrobić użytek ze swojego mózgu i jego inteligencja jest powyżej średniej głównych bohaterów komedii romantycznych w anime.

Także postać Rikki od razu skojarzyła mi się z bardzo znanym schematem postaci. Wyglądało to mniej więcej tak: przepaska na oku=Misaki Mei=Rei Ayanami= schemat cichej, wypranej z uczuć, tajemniczej dziewczyny. Już po pierwszym odcinku zdecydowanie odrzuciłam ten ciąg skojarzeń jako wierutną bzdurę. Być może Rikka chciałaby sprawiać właśnie takie wrażenie jak pannice wspomniane wyżej, jednak nie do końca jej to wychodzi. Dziewczyna jest czasami dziecinna, pełna entuzjazmu, potrafi się szczerze uśmiechnąć i ma w sobie dużo niekwestiowaneho uroku, a jej chuunibyou to w rzeczywistości skorupa, w której Rikka schroniła się przed przerażającym ją światem. Nie ma wielu przyjaciół, ale tylko dlatego, że nikt nie próbował jej nigdy zrozumieć. Dopiero Yuuta podjął starania w tym kierunku i to głównie dzięki niemu Rikka dojrzała.

Na początku pisałam, że KyoAni jest znane głównie z dwóch rzeczy: pomysłowości i świetnej grafiki. Czas zająć się teraz tym drugim i pozwolić sobie na zachwyt nad piękną kolorystyką, szczegółowymi tłami i miłymi dla oka projektami bohaterów. Właściwie, określenie ich tylko „miłymi dla oka” przynosi ujmę Kyoto Animation, rozwinę więc ten temat, dodając, że tak śliczne postacie żeńskie zdarzają się w jednym anime na sto. Na uwagę zasługują także dopracowane tła i genialna gra światła. Grafika w „Chuunibyou…” prezentuje naprawdę wysoki poziom i wątpię, by ktokolwiek mógł się czuć rozczarowany w tym względzie.
Polubiłam także muzykę, która dobrze oddawała zabarwienie emocjonalne poszczególnych scen, ale nigdy nie wybijała się ponad akcję, tylko stanowiła jej harmonijną całość. Zwłaszcza piosenki w openingu i endingu przypadły mi do gustu i często do nich wracam. Na plus liczę także ciekawą animację openingu.

„Chuunibyou demo Koi ga Shitai !” to anime, które właściwie może oglądnąć każdy, jeśli tylko nie cierpi na alergię na szkolne komedie romantyczne. Zresztą, nawet i taka osoba może spróbować, ponieważ „Chuunibyou…” bynajmniej nie jest schematyczne. Licealistom przypomni ono o ich własnych gimnazjalnych dziwactwach, natomiast gimnazjaliści być może zaczną dostrzegać objawy syndromu gimbusa u siebie. Ja natomiast wyruszam w podróż przez drugą serię tego anime z bagażem pełnym dobrych wrażeń po pierwszej. Mam szczerą nadzieję, że się nie rozczaruję.

image