Rurouni Kenshin: Kyoto Taika Hen – garść informacji

Od pół godziny jestem bardziej niż zwykle podekscytowana zbliżającą się premierą sequela „Rurouni Kenshin: Meiji Kenkaku Romantan” zapowiadanego na 1 sierpnia (to już naprawdę blisko 😀 ). Powód – pojawił się nowy, prawie sześciominutowy trailer dwóch kolejnych części, wspomnianego już „Kyoto Taika Hen” i jego kontynuacji „Densetsu no Saigo Hen” (premiera 13 września). Jak dotąd pojawiły się tylko dwa, nawet nie dwuminutowe zwiastuny, a ten najnowszy jest niemal trzy razy dłuższy i opierając się na nim, mogę stwierdzić, że moje oczekiwania wobec filmów sięgnęły niebotycznych rozmiarów.  Wszystkim nieznającym Kenshina śpieszę z wyjaśnieniami; „Rurouni Kenshin” to manga Nobuhiro Watsuki wydana w 1994 roku (także w Polsce za pośrednictwem Egmontu, jednak ukazało się tylko 12 tomów) oraz powstałe na jej podstawie anime. W 2012 roku nakręcono film live action zatytułowany „Rurouni Kenshin: Meiji Kenkaku Romantan”.  „Rurouni Kenshin” opowiada historię samotnego ronina, który przybywa do Tokio w 11 roku Meiji i ratuje z opresji dojo Kasshin-ryu prowadzone przez Kaoru Kamiyę. Ów ronin o wdzięcznym imieniu Kenshin (pisanym przez znaki miecz/ostrze, serce) okazuje się być (nie)sławnym zabójcą z czasów Rewolucji, Rzeźnikiem Battousaiem. Teraz zaś pokutuje za dawne grzechy, podróżując po kraju i pomagając ludziom w potrzebie za pomocą miecza z odwróconym ostrzem, Sakabatou. Gdy rzecz wychodzi na jaw, wydawałoby się, że dziewczyna powinna się przerazić, Kaoru jednak wprost mówi roninowi, że jego przeszłość nie ma dla niej żadnego znaczenia i proponuje mu zamieszkanie w jej dojo, zaś Kenshin w końcu się zgadza. Jak można przewidzieć ich spokój nie będzie trwał długo, a imię Battousaia nieraz zmusi samuraja do ponownego użycia miecza.

Tak w skrócie przedstawia się zaczątek fabuły mangi, anime i pierwszego filmu. Dwa następne opowiadają zaś o incydencie z pożarem w Kioto. Kenshin zostaje poproszony o powstrzymanie dawnego zabójcy Makoto Shishio, który niespodziewanie wyłonił się z mroków przeszłości i zamierza doprowadzić do upadku nowego rządu.

Teraz, kiedy wyjaśnienia mamy już za sobą, spójrzmy na nowe filmy od strony czysto informacyjnej. Od czasów „Meiji Kenkaku Romantan” obsada się właściwie nie zmieniła: Takeru Sato jako Kenshin, Emi Takei jako Kaoru, Munetaka Aoki jako Sanosuke Sagara, Yu Aoi jako Takani Megumi, Kaito Ohyagi jako Yahiko Myojin oraz Yosuke Eguchi jako Hajime Saito. Widzom prezentują się zaś po raz pierwszy w swoich nowych rolach: Tatsuya Fujiwara jako Makoto Shishio, Ryunosuke Kamiki jako Sojiro Seta oraz Yusuke Iseya jako Aoshi Shinomori. Poza tym znów w trakcie (lub na koniec) filmu usłyszymy ONE OK ROCK w piosence Mighty Long Fall. Reżyserem jest nadal Keishi Ohtomo.

Wszystkich, którzy nie znają przygód Kenshina zapraszam do oglądania pierwszej części live action i czekania na dwie następne 🙂 Ewentualnie bierzcie mangi w łapki (jeśli je gdzieś dostaniecie) lub siadajcie przed ekran komputera i  zapoznajcie się z anime. Gwarantuję wam, że czegokolwiek nie zrobicie i tak sięgniecie po inne wersje przygód naszego ronina 😉 Więcej informacji o „Kyoto Taik Hen” na oficjalnej (japońskiej stronie): http://wwws.warnerbros.co.jp/rurouni-kenshin/index.html

A oto plakaty i trailery:

7589102.37613979.3Rurouni-Kenshin-poster

Reklamy

Hotarubi no Mori e

Takegawa Hotaru z utęsknieniem co roku czeka na wakacje, kiedy odwiedza swojego wujka na wsi. Powodem takiego stanu rzeczy jest Gin – chłopak, czy może raczej youkai (w zasadzie to coś pomiędzy), którego dziewczyna po raz pierwszy spotkała jako dziecko, gdy pewnego lata zabłądziła w pobliskim lesie zamieszkałym przez leśne duchy. Gin pomógł jej wydostać z boru, tym samym dając początek swojej przyjaźni z dziewczynką. Na tym przedziwnym youkai o wyglądzie srebrnowłosego chłopaka ciąży jednak potężne zaklęcie – gdy dotknie go człowiek, Gin zniknie. Hotaru dowiaduje się o tym w dość bolesny sposób, obrywając kijem po nieco nachalnej próbie rzucenia się chłopakowi na szyję. Dziewczynki nie zraża jednak jeden czy dwa guzy na głowie i wkrótce spotyka się z Ginem po raz kolejny. W ten sposób zawiązuje się między nimi przyjaźń, która przekształci się w bardzo silną i mającą duży wpływ na ich życie więź.

„Hotarubi no Mori e” jest filmem, który wielu widzom może się wydać zbyt spokojny, przez co nudny, dlatego ostrzegam: jeśli nie potrafisz choć na chwilę oderwać się od pędzącej na złamanie karku rzeczywistości lub zasypiasz, gdy bohaterowie zamiast okładać się czym popadnie i wykrzykiwać szczytne ideały do wtóru brzęku stali w spokoju łowią ryby, nie bierz się za oglądanie tego anime. Historia Hotaru i Gina nie obfituje w dramatyczne zwroty akcji czy przesadnie łzawe momenty. Jest za to pełna uroku i ciepła oraz słodkiego smutku – wszystko to zostało doskonale wywarzone i podane w formie pięknej opowieści, która być może nie zrzuci widza z krzesła, ale z pewnością poruszy tę wrażliwą strunę naszych dusz. Fabuła prowadzona jest powoli, a dużo czasu zostało poświęcone na przedstawienie codziennych zabaw Hotaru i Gina oraz ukazanie jak z upływem lat zmieniała się dziewczyna, a wraz z nią uczucie między bohaterami. Twórcy w sposób bardzo sugestywny, a zarazem subtelny i prosty ukazali relacje Hotaru i Gina, którzy stopniowo stawali się sobie coraz bliżsi i gdy tylko musieli się rozstać, nie potrafili myśleć o czymś innym, niż tylko o sobie nawzajem. Wątek romantyczny między głównymi bohaterami został poprowadzony perfekcyjnie – nienachalnie, aczkolwiek uczucie między Hotaru i Ginem jest wręcz namacalne. Często granica między silną przyjaźnią a zauroczeniem zaciera się, co tylko podkreśla niewinność i naturalność ich relacji.
Być może „Hotarubi no Mori e” nie jest specjalnie zaskakujące i nieprzewidywalne; w jakiś sposób widz przeczuwa, że zakończenie tej historii musi być właśnie takie, jednak do samego końca myśli, że być może będzie inaczej.

Ważnym elementem filmu jest świat youkai, w którym rozgrywa się duża część akcji. Jest on równoznaczny z Lasem Boga Góry – miejscem zamieszkania Gina i pozostałych leśnych duchów. Choć ten wątek nie doczekał się specjalnie dużego rozwinięcia, gdyż większa część anime poświęcona została Ginowi i Hotaru, to jednak szczególnie urzekła mnie sceneria festiwalu youkai.

Poza głównymi bohaterami trochę czasu dostaje właściwie tylko dziadek Hotaru i kilka innych youkai, jednak jest to nic w porównaniu z czasem poświęconym Ginowi i Hotaru. To właśnie uczucie, które rozwija się między nimi jest najważniejsze. W sposób widoczny wpływa ono na nich; zwykle radosna i energiczna Hotaru potrafi zamknąć się w sobie z tęsknoty do Gina, zaś on otwarcie mówi o tym, że w czasie jej nieobecności nie mógł przestać o niej myśleć, choć zazwyczaj sprawia on wrażenie skrytego. Bardzo sugestywnie została także ukazana kwestia zaklęcia nałożonego na Gina. Uczucie, które do siebie żywią sprawia, że bardzo chcieliby się dotknąć, muszą się jednak przed tym powstrzymywać, gdyż tylko dzięki temu mogą być razem. W tym przypadku wcale nie ujrzymy rzewnych łez wylewanych przez bohaterkę nocami z powodu takiego stanu rzeczy. Wystarczą ciche słowa, byśmy zrozumieli, jak bardzo Hotaru chciałaby dotknąć Gina.
Ogólnie rzecz biorąc, trudno nie polubić pary głównych bohaterów. Żywa i często ciekawska Hotary potrafi z miejsca zaskarbić sobie sympatię widza – zarówno jako dziecko, jak i jako licealistka. Gin natomiast wydaje się nieco oschły, jednak jedynie początkowo.

Tym, co doskonale podkreśla urok filmu jest oprawa wizualna. Kolorystyka jest świeża i miła dla oka, przez co widz może wręcz poczuć zapach lasu ukazanego z taką dokładnością. Tak zwyczajne ujęcie jak owad siedzący na korze drzewa może go zachwycić, dzięki czemu udzieli mu się nastrój anime. „Hotarubi no Mori e” jest prawdziwą ucztą dla oczu, która doskonale harmonizuje z opowiadaną historią. Podobnie ma się z muzyką, subtelnie podkreślającą to, co dzieje się na ekranie.

„Hotarubi no Mori e” z pewnością nie jest filmem, który można polecić wszystkim. Jeśli słodko-gorzkie okruchy życia Cię nudzą, nie sięgaj po to anime. Natomiast jeżeli gustujesz w takich klimatach i lubisz od czasu do czasu się wzruszyć – jest to pozycja jak najbardziej dla Ciebie. Miłośnikom mangi Yuki Midorikawy, na podstawie której powstało to anime, filmu nie muszę nawet polecać.

image