Niech się ryby mają na baczności!

Jedną z większych, podstawowych różnic między wyżywieniem przeciętnego Japończyka a Europejczyka, która egzystowała już w dalekiej przeszłości, jest to, że my jemy mięso, a oni ryby. Jeśli spojrzeć na to z punktu wudzenia Europejczyka, różnica nie jest taka duża, bo przecież i my jadamy ryby i to nierzadko w dużej ilości, a jednak to mięso jest podstawą kuchni w wielu polskich domach. Gdy sięgniemy chociażby po pierwszą lepszą książkę Sienkiewicza, istnieje znaczne prawdopodobieństwo, że, czy to rycerz, czy szlachcic, w którymś momencie opowieści zasiądzie on za stołem i jeśli akurat nie będzie się z kimś awanturował lub szedł w konkury do jakowejś pięknej panny, będzie on zajadał się głównie daniami mięsnymi. Nie oszukujmy się, taki Kmicic czy pan Zagłoba nie żywili się tylko ościstymi rybkami, no chyba że w dni postne. Natomiast współcześni im Japończycy mięsa by nie tknęli, bo przecież buddysta mięsa nie je. Podstawą japońskiej kuchni były i wciąż są ryby oraz inne owoce morza – tak świeże i nieprzetworzone, jakby były żywcem wyjęte z jadłospisu Golluma. Mięso owszem od czasu do czasu pojawi się na japońskim stole, ale jest tak dopiero od XIX wieku. Najbardziej popularna jest wołowina z krów z Kobe, traktowanych przez hodowców wręcz po królewsku. Oczywiście, jest to także mięso najdroższe.

image

Nigiri sushi

Rybki to przede wszystkim składnik sushi, ale także i sashimi, w którym ryż zastępują wodorosty. Muszą one być tak świeże jak to tylko możliwe, kupione tego samego dnia, co przygotowane.

image

Sashimi

Kupuje się je w małych sklepikach rybnych, które z kolei zaopatrują się na targach rybnych (np. Tsukiji w Tokio). Jeśli klient wyrazi ochotę, nabytek zostaje na takowym targu pokrojony. Jako że ryby i owoce morza najczęściej jedzone są na surowo, klient musi być pewien ich świeżości, dlatego w niektórych restauracjach potrawy przyrządzane są na oczach klientów.

image

Tsukiji

Skoro mowa o rybach w kuchni japońskiej, nie sposób nie wspomnieć o morderczej rozdymce fugu, której trucizna jest silniejsza od cyjanku. Zdawałoby się, że w takim razie ludzie powinni omijać szerokim łukiem restauracje serwujące fugu, jednak ponieważ jedzenie tej ryby wywołuje podobnież niezapomniane wrażenia smakowe, a fakt, że smakowanie rozdymki można przypłacić życiem nie tylko nie odstrasza, ale wręcz przyciąga, ludzie nie mogą się oprzeć trującej rybie. To, co zakazane i niebezpieczne jest pożądane.

image

Fugu

Zastanawialiście się kiedyś jaki jest najbardziej stresujący zawód świata? Nawet jeśli nie na pierwszym miejscu, to jednak w czołówce z pewnością znajduje się kucharz przygotowujący potrawy z fugu. Takiemu delikwentowi kłody rzucane są pod nogi jeszcze zanim kucharzem zostanie. Najpierw należy zdać urzędowy egzamin, w którego skład wchodzi m.in. przygotowanie fugu własnoręcznie i zjedzenie jej, a następnie trzeba jeszcze terminować przez kilka lat. Jeśli zaś ów kandydat na kucharza zda, będzie miał przed sobą długie lata ciężkiej pracy, a minimalne niepowodzenie nie tylko obciąży jego sumienie, ale może również zaprowadzić go przed ławę sędziowską.

image

Fugu

Podsumowując, ryby i japońska kuchnia to w zasadzie dwa nierozłączne pojęcia. Kto wybiera się do Japonii, a ryb nie toleruje, głodować nie będzie, ale sporo straci. Dlatego wszystkim amatorom japońskiej kuchni na rękę jest żyć z rybami w zgodzie i uczyć się jedzenia na modłę Golluma (oczywiście, nie nazbyt dosłownie).

Reklamy

Kinosaki Onsen/ Yukata Village

Tym razem robimy sobie przerwę od Tokio i zajmiemy się tak zwaną Yukata Village czyli Kinosaki Onsen 🙂 Kinosaki ulokowane jest w północnej części prefektury Hyougo, leży nad oceanem, ale teren jest tam górzysty. Jest to bardzo stary, bo aż 1300 letni region. Kinosaki to miasto, w którym znajduje się wiele łaźni i gorących źródeł, ale w przeciwieństwie do innych onsenów, gdzie yukaty nosi się jedynie w środku, w Kinosaki Onsen naturalnym jest chodzenie w ich po mieście – to właśnie dlatego jest ono nazywane Yukata Village. Dzieje się tak ponieważ całe Kinosaki postrzegane jest jako jeden wielki ryokan, czyli tradycyjny japoński hotel.

Yukaty oferowane przez zajazdy są bardzo różne – od prostych i oryginalnych, aż po kolorowe i modne. W Kinosaki znajduje się siedem sotoyu, oferujących kąpiele na świeżym powietrzu. Są to: Kouno-yu, Mandara-yu, Goshono-yu, Ichino-yu, Yanagi-yu, Jizou-yu i Satono-yu. Jedynym, czego potrzebuje odwiedzający łaźnię jest ręcznik, lecz zwłaszcza w czasie wakacji koniecznym jest, by sprawdzić, czy dana łaźnia nie ma ich przypadkiem już zaplanowanych. Za to każdego dnia pierwsza osoba, która odwiedzi łaźnię zostaje obdarowana ichiban-fuda (dosłownie karta numeru jeden, trunek, symbolizujący szczęście w azjatyckiej kulturze) lub kartę pierwszego odwiedzającego.

W lipcu w Kinosaki można zobaczyć wiele świetlików. Odbywające się od 29 lipca do 31 sierpnia targi Ennichi (ennichi znaczy dobry dzień) są dobrą okazją do oglądania fajerwerków, które rozświetlają niebo w każde soboty i niedziele w lecie. Natomiast 21 sierpnia ma miejsce Toro-nagashi czyli ceremonia spuszczania papierowych latarni w dół rzeki.

Kinosaki Onsen jest także sławne z powodu swojej kuchni. Lokalnym przysmakiem jest wołowina Tajima, renomowana na całym świecie. Zimą, od Listopada do Marca można jeść kraby matsuba (lokalna nazwa zimowych krabów) z Morza Japońskiego. Ich mięso jest słodkie i aromatyczne. Także lokalna sake jest uważana za bardzo dobrą.

Co zaś turyści mogą robić w Yukata Village? Ano przede wszystkim, brać kąpiele w przeróżnych onsenach (by w pełni korzystać z satoyu, należy nabyć cyfrowy bilet „Yumepa”) , przebierać się w różnokolorowe yukaty i próbować miejscowych specjałów, a także spacerować po pięknym miasteczku, w którym nawet nocą można przechadzać się ulicami w yukacie. Poza tym możemy kupować pamiątki takie jak mugiwara-zaiku czyli słomiane rękodzieła. Na koniec pozostawiamy zwiedzanie bazaltowej Jaskini Genbudo, parku Hyogo Orientalnego Białego Bociana, akwarium w Kinosaki oraz cichego miasta zamku, Izushi.

Podsumowując, nie wiem jak Wy, ale ja bardzo chętnie spędziłabym chociaż kilka dni w Yukata Village, nie ważne, czy byłyby to dni zimowe czy letnie. Okropnie podobają mi się zarówno yukatu jak i onseny, chociaż żadnej nie nosiłam i w żadnym nie byłam, ale przecież kiedyś musi być ten pierwszy raz, a Kinosaki wydaje mi się miejscem o idealnej atmosferze na pierwszą wizytę w satoyu 😀

Źródła: Att. Japan

3528_11

http://regex.info/blog/2009-01-27/1126

74734 Ichino-yu

menu06 Toro-nagashi

izushi12 Izushi

Copic Ciao

Markery Copic to używane na całym świecie przez profesjonalistów bla bla bla…  To dosyć nudny wstęp. Cóż, jestem świeżo po zakupie linii Copic Ciao i to właśnie o niej chciałabym napisać. Wracając jednak do informacji ogólnych, markery Copic są, co było dla mnie najważniejsze przy zakupie, używane często do rysowania mangi, a linia Ciao na tyle proste w użyciu, że nie trzeba mieć specjalnych umiejętności, by z niej korzystać. Potrzebowałam czasu, by zastanowić się nad kupnem Copików, gdyż można o nich powiedzieć wszystko, tylko nie to, że są tanie. Jednak gdy zobaczyłam efekt, jaki daje kolorowanie nimi, postanowiłam, że muszę je mieć. W mojej decyzji utwierdzało mnie także to, że markery Copic można napełniać tuszem niezliczoną ilość razy, dzięki czemu w ogólnym rozrachunku nie straciłabym na wysokiej cenie. Ostatecznie przekonało mnie jedno wyrażenie: Made in Japan. Zamówiłam ze strony sklepu i czekałam zadziwiająco krótko, bo przyszły już trzeciego dnia po dokonaniu przelewu. Moje pierwsze wrażenie było odrobinę rozczarowujące – kolory wydały mi się trochę zwyczajne. Jednak wystarczyło kilka minut, bym diametralnie zmieniła zdanie. Wstyd pisać, ale zawiniło moje niedoświadczenie i zbyt wybujałe oczekiwania. Moja obecna opinia: markery są idealne dla moich nieidealnych umiejętności 😀 Dają efekt odrobinę podobny do farb akwarelowych (którymi nie maluję od trzeciej klasy podstawówki) i faktycznie nie potrzeba dużego doświadczenia, by ich używać z zadowalającym efektem. Dostępne są w 180 kolorach, ja obecnie jestem w posiadaniu 12 i blendera, ale jestem w stanie rysować prace o dosyć zróżnicowanej kolorystyce. W przyszłości planuję poszerzenie asortymentu o nowe markery (przede wszystkim o szary, o którym zapomniałam). Jedynym, niezbyt poważnym zresztą mankamentem jest fakt, że na zwyczajnym papierze odrobinę się rozlewają, ale z tym można sobie poradzić. Poza tym, jestem zachwycona zakupem i mam nadzieję, że z czasem dojdę do wprawy w rysowaniu Copikami 🙂

image

Mój pierwszy rysunek:

image

Najciekawsze Zakątki Japonii – Tokyo, Ginza

Ginza to jedna z najdroższych i najbardziej luksusowych dzielnic Tokyo. Jest pełna markowych sklepów, domów towarowych (np. Mitsukoshi, Wakou) i kawiarni. Nie tylko tych zachodnich, ale także tradycyjnych. Najdroższym miejscem w całym Tokyo jest powierzchnia, na której stoi sklep Kyukyodou – można tam kupić wiele pięknych upominków jak wachlarze lub pędzelki do kaligrafii. Także wspomniany już Wakou jest bardzo drogi, jednak tym razem ze względu na luksusowe przedmioty w nim sprzedawane (biżuteria, zegarki). Mieści się w znanym budynku neoklasycystycznym z wieżą i zegarem. Mitsukoshi jest z kolei starym domym towarowym, którego korzenie sięgają VII wieku. Sama Ginza związana jest z handlem od początku swojego istnienia, kiedy bite były w niej monety. Jej nazwa oznacza właśnie miejsce, w którym bite są srebrne monety.

Ginza znana jest także z teatru kabuki – Kabukiza. Został zbudowany w 1889 roku, następnie spłonął w 1921 i ponownie odbudowano go w 1925 roku. Od 2010 roku jest remontowany tak, by był bardziej odporny na trzęsienia ziemi.

Wracając do sklepów, w Ginzie mieści się także budynek Sony, gdzie można zobaczyć i wypróbować nowinki firmy. Znajduje się tam wiele restauracji, jak np. Maxim de Paris.

Ciekawostką może być to, że w Ginzie w każdą niedzielę od godziny 12 do 17 główna ulica zamknięta jest dla samochodów i służy jako deptak dla pieszych. Jest to tak zwana Hokosha Tengoku czyli „Niebo Pieszych”.

image Wakou

image Wakou

image Mitsukoshi

image Kabukiza

Nana Mizuki

Nana Mizuki jest kolejną seiyuu, którą opisuję. Urodziła się 21 stycznia w 1980 roku w Niihamie. Debiutowała jako seiyuu w wieku 18 lat, a jej pierwszy singiel to „Omoi”. Wydała go dwa lata po swoim debiucie, z kolei jej pierwszym albumem jest „supersonic girl” z 2001 roku. Wielokrotnie jej piosenki zajmowały wysokie miejsca na liście Oricon Top 10 songli. Nana Mizuki od samego początku współpracuje z wytwórnią King Records, jest dobrze znaną w Japonii seiyuu i piosenkarką. Napisała autobiografię „Shin Ai”, wydaną w 2011, by upamiętnić dziesięciolecie swojej kariery.
Dodatkowo, w rankingu „Voice Newtype” w 2009 została drugą najpopularniejszą seiyuu.
Wydała takie albumy, jak „Magic Attraction”, „Great Activity” czy „Ultimate Diamond”. Śpiewała opening w wielu anime np. w „Mahou Shoujou Lyrical Nanoha” lub „Senki Zesshou Symphogear”.

Role w anime, z których jest znana, to przede wszystkim Hinata Hyuuga („Naruto”) oraz Fate Testarossa („Mahou Shoujou Lyrical Nanoha”). Wcielała się także w postacie takie jak: Rue („Princess Tutu”), Kazanari Tsubasa („Senki Zesshou Symphogear”), Minamoto Yui („Ichigo 100%”), Shibata Tsugumi („Jigoku Shoujou”), Hoshina Utau („Shugo Chara!”), Alois Trancy („Kuroshitsuji II”) i Kisaragi Saya („Blood C”).

http:// m.youtube.com/watch?v=zshg9crtG6A

http:// http://m.youtube.com/watch?v=pLb0xjuwS3E

http:// m.youtube.com/watch?v=HTTdZag1WpQ

image