Hotarubi no Mori e

Takegawa Hotaru z utęsknieniem co roku czeka na wakacje, kiedy odwiedza swojego wujka na wsi. Powodem takiego stanu rzeczy jest Gin – chłopak, czy może raczej youkai (w zasadzie to coś pomiędzy), którego dziewczyna po raz pierwszy spotkała jako dziecko, gdy pewnego lata zabłądziła w pobliskim lesie zamieszkałym przez leśne duchy. Gin pomógł jej wydostać z boru, tym samym dając początek swojej przyjaźni z dziewczynką. Na tym przedziwnym youkai o wyglądzie srebrnowłosego chłopaka ciąży jednak potężne zaklęcie – gdy dotknie go człowiek, Gin zniknie. Hotaru dowiaduje się o tym w dość bolesny sposób, obrywając kijem po nieco nachalnej próbie rzucenia się chłopakowi na szyję. Dziewczynki nie zraża jednak jeden czy dwa guzy na głowie i wkrótce spotyka się z Ginem po raz kolejny. W ten sposób zawiązuje się między nimi przyjaźń, która przekształci się w bardzo silną i mającą duży wpływ na ich życie więź.

„Hotarubi no Mori e” jest filmem, który wielu widzom może się wydać zbyt spokojny, przez co nudny, dlatego ostrzegam: jeśli nie potrafisz choć na chwilę oderwać się od pędzącej na złamanie karku rzeczywistości lub zasypiasz, gdy bohaterowie zamiast okładać się czym popadnie i wykrzykiwać szczytne ideały do wtóru brzęku stali w spokoju łowią ryby, nie bierz się za oglądanie tego anime. Historia Hotaru i Gina nie obfituje w dramatyczne zwroty akcji czy przesadnie łzawe momenty. Jest za to pełna uroku i ciepła oraz słodkiego smutku – wszystko to zostało doskonale wywarzone i podane w formie pięknej opowieści, która być może nie zrzuci widza z krzesła, ale z pewnością poruszy tę wrażliwą strunę naszych dusz. Fabuła prowadzona jest powoli, a dużo czasu zostało poświęcone na przedstawienie codziennych zabaw Hotaru i Gina oraz ukazanie jak z upływem lat zmieniała się dziewczyna, a wraz z nią uczucie między bohaterami. Twórcy w sposób bardzo sugestywny, a zarazem subtelny i prosty ukazali relacje Hotaru i Gina, którzy stopniowo stawali się sobie coraz bliżsi i gdy tylko musieli się rozstać, nie potrafili myśleć o czymś innym, niż tylko o sobie nawzajem. Wątek romantyczny między głównymi bohaterami został poprowadzony perfekcyjnie – nienachalnie, aczkolwiek uczucie między Hotaru i Ginem jest wręcz namacalne. Często granica między silną przyjaźnią a zauroczeniem zaciera się, co tylko podkreśla niewinność i naturalność ich relacji.
Być może „Hotarubi no Mori e” nie jest specjalnie zaskakujące i nieprzewidywalne; w jakiś sposób widz przeczuwa, że zakończenie tej historii musi być właśnie takie, jednak do samego końca myśli, że być może będzie inaczej.

Ważnym elementem filmu jest świat youkai, w którym rozgrywa się duża część akcji. Jest on równoznaczny z Lasem Boga Góry – miejscem zamieszkania Gina i pozostałych leśnych duchów. Choć ten wątek nie doczekał się specjalnie dużego rozwinięcia, gdyż większa część anime poświęcona została Ginowi i Hotaru, to jednak szczególnie urzekła mnie sceneria festiwalu youkai.

Poza głównymi bohaterami trochę czasu dostaje właściwie tylko dziadek Hotaru i kilka innych youkai, jednak jest to nic w porównaniu z czasem poświęconym Ginowi i Hotaru. To właśnie uczucie, które rozwija się między nimi jest najważniejsze. W sposób widoczny wpływa ono na nich; zwykle radosna i energiczna Hotaru potrafi zamknąć się w sobie z tęsknoty do Gina, zaś on otwarcie mówi o tym, że w czasie jej nieobecności nie mógł przestać o niej myśleć, choć zazwyczaj sprawia on wrażenie skrytego. Bardzo sugestywnie została także ukazana kwestia zaklęcia nałożonego na Gina. Uczucie, które do siebie żywią sprawia, że bardzo chcieliby się dotknąć, muszą się jednak przed tym powstrzymywać, gdyż tylko dzięki temu mogą być razem. W tym przypadku wcale nie ujrzymy rzewnych łez wylewanych przez bohaterkę nocami z powodu takiego stanu rzeczy. Wystarczą ciche słowa, byśmy zrozumieli, jak bardzo Hotaru chciałaby dotknąć Gina.
Ogólnie rzecz biorąc, trudno nie polubić pary głównych bohaterów. Żywa i często ciekawska Hotary potrafi z miejsca zaskarbić sobie sympatię widza – zarówno jako dziecko, jak i jako licealistka. Gin natomiast wydaje się nieco oschły, jednak jedynie początkowo.

Tym, co doskonale podkreśla urok filmu jest oprawa wizualna. Kolorystyka jest świeża i miła dla oka, przez co widz może wręcz poczuć zapach lasu ukazanego z taką dokładnością. Tak zwyczajne ujęcie jak owad siedzący na korze drzewa może go zachwycić, dzięki czemu udzieli mu się nastrój anime. „Hotarubi no Mori e” jest prawdziwą ucztą dla oczu, która doskonale harmonizuje z opowiadaną historią. Podobnie ma się z muzyką, subtelnie podkreślającą to, co dzieje się na ekranie.

„Hotarubi no Mori e” z pewnością nie jest filmem, który można polecić wszystkim. Jeśli słodko-gorzkie okruchy życia Cię nudzą, nie sięgaj po to anime. Natomiast jeżeli gustujesz w takich klimatach i lubisz od czasu do czasu się wzruszyć – jest to pozycja jak najbardziej dla Ciebie. Miłośnikom mangi Yuki Midorikawy, na podstawie której powstało to anime, filmu nie muszę nawet polecać.

image

Trailer Sailor Moon Crystal

Zapowiadana już od kilku lat najnowsza seria Sailor Moon wreszcie doczekała się trailera. Orientacyjna data premiery anime to 5 lipca i miejmy nadzieję, że tym razem nie zostanie ona przesunięta (jak to miało miejsce na początku tego roku). Sailor Moon Crystal ma mieć 26 odcinków i być bezpośrednią adaptacją mangi.
Co do samego trailera, najbardziej rzuca się w oczy zmiana grafiki – zdecydowanie na lepsze, choć także design postaci został znacznie odświeżony, co nie wszystkim musi przypaść do gustu. Mnie trochę trudno się do tego przyzwyczaić, ale ogólnie mówiąc podoba mi się 😀

 

 

image

Mirai Nikki w Polsce

Po „Deadman Wonderland” i „Donten ni Warau” Waneko ogłosiło kolejną nowość, którą jest nota bene bardzo popularne „Mirai Nikki”. Jest to zakończona, 12-tomowa manga autorstwa Sakae Esuno zapowiadana na początek listopada tego roku.
Opis fabuły autorstwa Waneko:

Fabuła mangi kręci się wokół Yukiteru Amano, chłopaka niemającego żadnych przyjaciół i spędzającego swoje dni na robieniu dwóch rzeczy: pisaniu swojego pamiętnika na telefonie komórkowym oraz rozmowach ze swoim wymyślonym przyjacielem zwanym Deus Ex Machina, który w jego myślach jest bogiem Czasu i Przestrzeni. Lecz co jeżeli pewnego dnia okaże się, że Deus Ex Machina wcale nie jest wytworem jego wyobraźni, komórka w której prowadził swój dziennik zaczyna przepowiadać przyszłość a sam Yukiteru zostanie wciągnięty do morderczej gry, w której on i dwanaście innych osób będzie musiało walczyć na śmierć i życie?!

Ze strony wydawnictwa dowiedzieć się także możemy, że tytuł zostanie przetłumaczony, a wstępna wersja to „Pamiętnik Przeszłości”. Cóż, podejrzewam, że ta pokaźna liczba fanów „Mirai Nikki” w Polsce jest uszczęśliwiona takim obrotem sprawy, mnie to z kolei ani ziębi, ani grzeje. W sumie specjalnie się nie zdziwiłam tą zapowiedzią, bo skoro JPF wydaje „Shingeki”, to i Waneko nie może zostać w tyle. „Mirai Nikki” jest z pewnością mangą, która się dobrze sprzeda, aczkolwiek nie w moim guście.

image

Locke Superczłowiek, tomy 1-10

„Locke Superczłowiek” czy też „Choujin Rokku” to 38-tomowa manga autorstwa Hijiri Yuki, która wydawana była od 1980 roku. W Polsce za jej wydanie odpowiadało wydawnictwo Waneko, jednak proces wydawniczy przerwano po dziesięciu tomach. Nie zawinił tu tylko wiek mangi, choć być może był on jednym z ważniejszych czynników, ale wróćmy do początku…

Marzenie o utopijnym państwie wolnym od wojen narobiło już wiele złego w historii, jednak nigdy nie brakowało ludzi, którzy nie próbowaliby urzeczywistnić tej idei. Właścicielka siedemnastu międzygalaktycznych korporacji, Lady Carn zdaje się być właśnie tą, której wreszcie się to uda. Szkoli ona w specjalnych szkołach młodych ludzi na ESP-erów – użytkowników mocy ESP, percepcji pozazmysłowej, innymi słowy, ludzi o specjalnych zdolnościach takich jak telekineza czy teleportacja. Z ich pomocą zamierza ona zbudować „Tysiącletnie Imperium”, utopijne państwo. Szczególne nadzieje rokuje śliczna licealistka Jessica Orlin, która posiada wyjątkowo silną ESP o specyficznym zastosowaniu. Z kolei po drugiej stronie barykady stoi szef Sekcji Wywiadowczej Zjednoczonych Sił Federacji Ziemskiej Ryu Yamaki, którego zadaniem jest powstrzymanie rebelii wszczętej przez Lady Carn. Na pomoc ściąga on kolejnego ESP-era, niemal wszechmocnego Locke’a zwanego Superczłowiekiem. Jak potoczą się losy bohaterów i czy idea „Tysiącletniego Imperium” zostanie urzeczywistniona ? Dlaczego właściwie Locke jest tak silnym ESP-erem ?

Na to ostatnie pytanie odpowiedzi nie otrzymamy, a przynajmniej nie w żadnym z tych dziesięciu tomów, które wydano w Polsce. Jest to jedna z największych nieścisłości fabularnych w „Locke Superczłowieku”, które mnożą się, gdyż poszczególne rozdziały ułożone są achronologicznie. Co prawda Waneko umieściło na końcu pierwszych tomów specjalne kalendarium historii galaktyki, dzięki czemu czytelnik nie gubi się w gąszczu wydarzeń, jednak takie rozwiązanie czasami przeszkadza, zwłaszcza w przypadku dziewiątego i dziesiątego tomu.
Pierwsze dwie części „Locke’a Superczłowieka” zatytułowane „Tysiącletnie Imperium” to według mnie najsłabsze tomy, gdyż często gęsto autor korzysta w nich z utartych schematów. Sama fabuła zarówno w tych jak i w pozostałych tomach nie powala, ale pozostaje największą siłą mangi. Dzieje się tak po części dlatego, iż konkurencja nie jest zbyt duża, ale także po prostu ponieważ zawiera się w niej wiele ciekawych zagadnień i porusza ona temat przeróżnych problemów moralnych związanych z rozwojem technologii i kosmonautyki, więc m.in. problem nadwyżki przyrostu naturalnego i międzyplanetarnych emigrantów, a także kwestię cybernetyki itd.

Natomiast jeśli chodzi o bohaterów, „Locke Superczłowiek” nie ma się czym pochwalić, gdyż w większości są to schematyczne lub bezbarwne postacie, które nie wzbudziły we mnie cieplejszych uczuć. Być może mój osąd jest zbyt surowy, gdyż z drugiej strony znajdzie się w mandze także kilka ciekawych kreacji, jednak już sam Locke może czytelnika rozczarować. Od samego początku aż do tego dziesiątego tomu, na którym skończyłam lekturę, Locke pozostaje równie poczciwy i gotowy do ryzykowania własnym życiem dla słusznej sprawy jak w chwili, w której go poznajemy. Rozumiem, że główny bohater może być czasami odrobinę zbyt doskonały, a jego szlachetność ma wzruszać i imponować czytelnikom, lecz przez to trudniej nam się utożsamić z takim chodzącym ideałem, który w dodatku jest po prostu nie do pokonania w walce i potrafi przeżyć nawet wybuch statku kosmicznego. Niby nie czułam jakiejś specjalnej awersji do Locke’a, a jednak po prostu nie potrafiłam pokochać tego heroicznego poczciwca. Ze wszystkich postaci, które przewinęły się na kartach mangi najbardziej zapadła mi w pamięć Kasandra Al Hassan właśnie dlatego, że nie była czarna czy biała, lecz tak jak każdy z nas kierowała się w dużej mierze emocjami i przez to popełniała błędy, lecz pomimo tego kroczyła wciąż naprzód.

Wiek mangi najlepiej uwidacznia się w oprawie graficznej, a zwłaszcza w kresce, która jest mocno archaiczna. Potrzebowałam trochę czasu na przyzwyczajenie się do sposobu rysowania postaci pana Hijiri Yukiego, choć mam dużą słabość do starszych mang. Chwilami kreska mangaki przypominała mi styl Naoko Takeuchi i być może nie bezzasadnie, gdyż sama autorka „Sailor Moon” przyznawała, że dzieła Hijiri Yukiego stanowią dla niej model dobrego komiksu. Choć projekty postaci mogą początkowo razić, z drugiej strony tła i takie rzeczy jak statki kosmiczne są wykonane dosyć szczegółowo.
„Locke Superczłowiek” wydany został w Polsce w formacie kieszonkowym. Początkowo miałam obawy, co do takiego rozwiązania, jednak okazało się całkiem wygodne w praktyce, choć przez to otrzymaliśmy rysunki również pomniejszone. Z kolei co do tłumaczenia, moim największym zarzutem jest spolszczenie nazwiska „Ryu Yamaki” do „Rju Jamaki”. W tym przypadku uważam, że tłumacz odrobinę przedobrzył.

„Locke Superczłowiek” już wtedy, gdy był wydawany nie zdobył ogromnej popularności w Polsce, tym trudniej, by zdobył ją teraz. Naprawdę trudno wyodrębnić mi jakąś większą grupę czytelników, której mogłabym polecić tę mangę, głównie z powodu tych kilku wad, które mogą przysłonić odbiór całości. Myślę, że największą szansę ma „Locke” spodobać się miłośnikom mang w konwencji science-fiction, które poruszają trudne kwestie moralne. Reszta może spróbować, ale raczej nie polecam.

image

Top 10 postacie męskie

Oto mój ranking ulubionych postaci męskich z anime i mang 🙂

10. Kyon (Suzumiya Haruchi no Yuutsu) – Kyon to całkiem normalny uczeń liceum i członek Brygady SOS założonej przez zwariowaną Haruchi, dla której wszyscy członkowie są niewolnika…, to znaczy, przyjaciółmi. Pokrótce, uwielbiam go za te cięte i trafne komentarze rzucane niemalże beznamiętnym głosem w trakcie anime. Kocham ten jego sarkazm 😀

Kyon

9. Aka Houshi Rezo (Slayers) – Powszechniej znany u nas jako Czerwony Kapłan Rezo, jeden z pięciu Wielkich Mędrców, ślepy mag, który wyspecjalizował się w białej magii, szczególnie w leczeniu ślepoty (ciekawe dlaczego ?). W zasadzie, nie jestem w stanie jednoznacznie napisać, dlaczego tak bardzo go polubiłam. Po prostu podobał mi się sposób, w jaki twórcy rozstrzygnęli wątek tej postaci, a także jego niejednoznaczna osobowość.

rezo

8. Watanuki Kimihiro (xxxHolic) – Nieszczęśliwy uczeń liceum, którego los obdarzył darem (ekhem, może jednak nie) widzenia duchów i innych nadprzyrodzonych bytów. Według mnie, najkomiczniejszy bohater wykreowany przez grupę CLAMP. Po prostu nie mogę przestać się śmiać, gdy widzę jego genialne miny 😀

228907_1244477111367_346_441

7. Kou Hiko (Soul Hunter) – Buseiou Yin, aczkolwiek do czasu. To bohater silny zarówno fizycznie jak i psychicznie. Po prostu, imponowała mi jego niezłomna wola.

hiko03by4

5. Taikoubou (Soul Hunter) – Doushi góry Kongrong, genialny strateg i równie genialny leń. To jemu powierzone zostaje zadanie strącenia Dakki z tronu i wypełnienie projektu Houshin. Jego gnuśna natura nie godzi się na długą i żmudną pracę, toteż Taikoubou decyduje się pójść na skróty. Innymi słowy, bardzo ciekawa, bystra i zarazem komiczna postać.

1268067623_3317_full

4. Shinkouhyou (Soul Hunter) – Namolny obserwator, który woli przyglądać się wydarzeniom z ubocza, niż wdawać się w bezsensowne walki. Gdy mu to na rękę, interweniuje, jako że jest posiadaczem najsilniejszej paopei zazwyczaj z konfronatcji wychodzi zwycięsko. Mimo iż mógłby okazać się silnym sojusznikiem, tak właściwie nie stoi po żadnej ze stron w konflikcie między Dakki a Kongrongiem.

Shinkouhyou

3. Xerxes Break (Pandora Hearts) – Sługa rodu Rainsworth, członek Pandory i posiadacz łańcucha zwanego Szalony Kapelusznik. Powszechnie nazywany błaznem, na którego też się kreuje, choć w tym bohaterze kryje się więcej niż mogłoby się z pozoru wydawać. Wielki miłośnik słodyczy, najprawdopodobniej pisana jest mu śmierć od nadmiaru cukru we krwi. Posiadacz rozklekotanej i dziwacznej (w takim samym stopniu jak jej właściciel) laleczki Emily.

61298

2. Himura Kenshin (Rurouni Kenshin) – Niegdyś siejący postrach zabójca, obecnie ronin, podróżujący po kraju i pomagający potrzebującym. Walczy kataną z odwróconym ostrzem, gdyż przysiągł nigdy już nikogo nie zabić. Niepozorny wygląd i niski wzrost jedynie maskują prawdziwe oblicze rudowłosego szermierza, który ma 28 lat, choć tak naprawdę wygląda na dwa razy mniej. W rzeczywistości, jeszcze większa z niego ciapa niż by się wydawało, choć potrafi przemienić się w bezlitosnego mordercę.

bbb676386db8

 

1. Xellos (Slayers) – Sam siebie zwie Tajemniczym Kapłanem, czym wcale nie zyskuje sobie zaufania nowo poznanych osób. Ma wiecznie zamknięte oczy, co w zamierzeniu prawdopodobnie miało nadawa mu nieszkodliwy i milusiński wygląd. Jego olewczy sposób bycia, irytujący uśmieszek i nieśmiertelna odpowiedź na każde niewygodne dla niego pytanie: „To tajemnica” zyskały mu już rzesze wiernych fanów. Dołączyłam do nich i ja 🙂 Jednak nie dajcie się zwieść jego przymilnemu wyrazowi twarzy, jego uśmiech nigdy nie wróży niczego dobrego dla bohaterów, którymi uwielbia manipulować. Kto wie, czy to nie jest jego najprzydatniejsza umiejętność ?

dfsdf

Nowy Sklep JPF-u

Zapowiadany od dawna nowy internetowy sklep wydawnictwa JPF jest już otwarty pod tym adresem: http://www.mangarden.pl. W związku z otwarciem nowego sklepu JPF przygotował dla nas trochę promocji, np. za każde wydane 150 zł nabywca dostaje za darmo figurkę. Nowy sklep poza mangami polskich wydawców oferuje także figurki (w dosyć atrakcyjnych cenach !), gadżety, japońskie smakołyki i oczywiście nagrody za punkty. Ja założyłam już sobie konto i nie mogę się doczekać złożenia pierwszego zamówienia 😀

Ao Haru Ride – Ścieżki Młodości, tomy 1-2

„Ao Haru Ride” to wciąż wychodząca manga autorstwa Io Sakisaki. Opowiada ona historię nastoletniej Futaby Yoshioki, która stara się jak tylko może, by nie zwracać na siebie uwagi chłopaków. W szkole odgrywa odpychającą chłopczycę, choć jej prawdziwy charakter jest zupełnie inny. Jak się już tego możemy spodziewać, Yoshioka ma powód, który nakazuje jej ukrywanie własnej osobowości. W gimnazjum dziewczyna doświadczyła bolesnego odrzucenia przez koleżanki z klasy, którym nie podobała się popularność spokojnej Futaby wśród chłopców. Sama Yoshioka deklarowała się, że nienawidzi wszystkich chłopaków, jednak los sprawił, że w pierwszej klasie gimnazjum zakochała się w Kou Tanace z równoległej klasy. Przez pewien czas dziewczyna mogła być szczęśliwa, powoli zbliżając się do ukochanego i już wydawało się, że jej uczucie jest odwzajemniane, ale niespodziewanie po wakacjach Tanaka zmienił szkołę i przeprowadził się, a jego nowego adresu nie znał nikt. Zrozpaczona Yoshioka nawet w liceum tęskniła za chłopakiem i dlatego w pierwszej chwili wydawało jej się, że z tego powodu pomyliła ucznia, który wyglądał zupełnie jak jej pierwsza miłość, z Tanaką. Wkrótce okazuje się, że tym razem Futaba miała rację. Jednak chłopak zmienił się nie do poznania i wcale nie mowa tu o jego nazwisku, które teraz brzmi Mabuchi, ani o wyglądzie. Kou stał się nieuprzejmym, wręcz wrednym, i olewczym grubianinem. Yoshioka nie kryje swojego rozczarowania tą przemianą, jednak następne wydarzenia sprawiają, że sama nie jest pewna, co powinna myśleć o chłopaku.

„Ao Haru Ride” to manga shoujo. Co więcej, to bardzo dobra manga shoujo. Opowiadana historia wydaje się być banalna, ale wszystkie wydarzenia oglądamy z perspektywy dorastającej Futaby, co nadaje jej wiarygodności. Bardzo podobało mi się to, że autorka przedstawiła opowieść chronologicznie, tak więc prolog poświęciła gimnazjalnym latom Yoshioki (właściwie, pierwszej klasie gimnazjum) i uczuciu, które rozwijało się między nią i Tanaką. Dzięki temu Io Sakisaka w dalszej części mangi może skupić się na obecnych wydarzeniach i nie musi się kłopotać rysowaniem retrospekcji, które wyjaśniałyby chociażby reakcję Yoshioki na dźwięk nazwiska „Tanaka”. To bardzo dobre rozwiązanie, tym bardziej, że prolog stwarza okazję do sugestywnego ukazania pierwszej miłości, która powoli połączyła dwoje ludzi. „Ao Haru Ride” jest opowieścią o młodości i dorastaniu; tym stwierdzeniem wcale nie odkrywam Ameryki, ale nic na to nie poradzę, że właśnie ono, według mnie, najlepiej oddaje zalety i wady mangi. Wszystkim tym, którzy przeżyli ten okres będzie ona przypominać ich własną młodość, a ci, którzy obecnie przeżywają swoje młodzieńcze lata z łatwością wczują się w sytuację Futaby i innych bohaterów.

Nie da się ukryć, że to Yoshioka jest największą siłą i zaletą „Ao Haru Ride”. W gimnazjum boleśnie odczuła na sobie skutki zainteresowania, jakie poświęcili jej chłopcy. Odosobniona i wykluczona przez inne dziewczyny z ich społeczności Futaba zaznała samotności i postanowiła w liceum żyć tak, by już nigdy nie zostać sama. Z tego powodu wyrzekła się własnej osobowości i, jak sama później pprzyznała, przez to nie była dostrzec tego, co tak naprawdę jest ważne. Choć znalazła przyjaciółki, to nic jej z nimi nie łączyło poza tym pragnieniem, by nigdy nie zostać samą. Mimo to, wciąż trzymała się kurczowo tej fałszywej „przyjaźni”. Jednak wbrew temu, co można o niej pomyśleć, w rzeczywistości jest silną dziewczyną, która z werwą dąży do samodoskonalenia się. Tak samo jak my wszyscy popełnia błędy, ale to czyni ją tylko postacią bliższą czytelnikowi. Już na podstawie tylko tych dwóch tomów, które przeczytałam jestem w stanie stwierdzić, że to właśnie ona jest moją ulubioną postacią w tej mandze.

Natomiast Kou obecnie prezentuje się mniej interesująco niż główna bohaterka. To typowy buntownik, za którego zachowaniem kryje się trudna przeszłość i nieciekawa sytuacja rodzinna. Na etapie, na którym się znajduję nie mogę napisać o nim zbyt dużo. Ani się do niego specjalnie nie zraziłam, ani go za bardzo nie polubiłam. Poza parą głównych bohaterów, w pierwszych dwóch tomach swoje pięć minut dostają także inne postacie, które prawdopodobnie w dalszych rozdziałach odegrają ważną rolę.

Cóż mogę napisać o kresce Io Sakisaki ? Ona po prostu idealnie pasuje zarówno do konwencji mang shoujo jak i do klimatu opowiadanej historii. Zdążyłam się już rozsmakować w delikatnych i miękkich liniach rysowanych przez panią Sakisaki. Postacie są bardzo ładne, a dziewczęce oczy ogromne i wykonane z dużym pietyzmem. Managaka często używa rastrów, rzadziej rysuje szczegółowe tła, ale nie mogę napisać, by mi to szczególnie przeszkadzało. Najzwyczajniej w świecie przyjęłam, że tak po prostu ma być i nie zastanawiałam się nad tym więcej. Także białe okładki, na których widnieje podobizna jednej postaci przypadły mi do gustu. Wydanie Waneko jest w porządku, lakierowana obwoluta i biały papier nadają mandze uroku lub raczej nie odbierają mandze uroku. Na tłumaczenie nie narzekam, czytało mi się dobrze. Poza tym, mamy także okazję przeczytać kilka (a nawet więcej) słów do czytelników od autorki.

Wielbiciele Io Sakisaki na pewno mają już „Ao Haru Ride” czy też „Ścieżki Młodości” na półkach, ich zachęcać do kupna nie trzeba. Miłośnicy shoujo i dobrze opowiedzianych romansów także powinni sięgnąć po tę mangę, gdyż nie powinna ich rozczarować. Polecam „Ao Haru Ride” szczególnie tym, którzy własną młodość wciąż przeżywają, być może tak jak ja utożsamią się z Yoshioką lub innym bohaterem. Reszta może próbować na własne ryzyko.

Ao.Haru.Ride.600.716091

Nowa manga Waneko

Tym razem to Waneko zapowiedziało nową mangę, którą jest „Donten ni Warau”. To sześciotomowa, zakończona seria, której pierwszy tom po polsku zapowiedziany jest na połowę września tego roku. Opis mangi (wg. Waneko):

W 11 roku ery Meji Japonia jest w trakcie ogromnych zmian. Postępująca westernizacja kraju, pojawianie się nowych wynalazków i zwyczajów – cały kraj w szybkim tempie zaczyna doganiać resztę świata, zaś za sprawą jednego z nowych praw noszenie mieczy zostaje zakazane, co doprowadza do upadku samurajów. Wiele osób buntuje się przeciwko nowym zmianom, co prowadzi do ogromnego wzrostu przestępczości, a jednym miejscem mogącym pomieścić wszystkich nowych więźniów jest ogromne więzienie znajdujące się pośrodku jeziora Biwa. Z racji na otaczającą je wodę i wysokie mury nie daje nadziei na ucieczkę i jest ostatnim przystankiem na życiowej drodze wielu kryminalistów. Ich transportem przez wody jeziora zajmują się trzej chłopcy z rodziny Kumo, którzy to jednak, wbrew pozorom, nie są tylko zwykłymi przewoźnikami a czymś o wiele więcej…Przygotujcie się na historię pełną akcji, dramatu, zdrad i humoru!

Muszę przyznać, że jest to obecnie najciekawsza, jak dla mnie, zapowiedź. Uwielbiam historie o samurajach :3

image

Obwoluta Puella Magi Madoka Magica: The different story

Na stronie Waneko możemy znaleźć już polską obwolutę tej trzytomowej, zakończonej mangi, opowiadającej alternatywną historię Madoki i spółki (którą gorąco polecam w obydwu wersjach !). Premiera pierwszego tomu zapowiedziana jest na maj. Dodatkowo, do wszystkich pre-orderów dołączony będzie plakat z Kyoko. Jest jeszcze madokowy konkurs, o którym zapomniałam wspomnieć na blogu, szczegóły na stronie Waneko, o tutaj: http://waneko.pl/?p=3615

image